Takie miejsce…

Małe miasteczko położone w centralnej Polsce. Kiedyś tętniące życiem, dziś smutne, zubożałe, obskurne…Po pięknym kiedyś parku, po którym dumnie  przechadzały się  pawie, pozostało kilka drzew i połamane ławki. Na skwerku,  w centrum rynku nie tylko nie ma już ogromnej agawy, ale też żadnego innego kwiatka, a brudne ławki  są okupowane  przez pijących (obojga płci i w różnym wieku) procentowe trunki. Wokół stare, w większości nieodnowione  kamienice.  W całym miasteczku  wiele  opuszczonych domów, nienadających się do mieszkania. 

Tam czas się nie tylko zatrzymał, co cofnął. Żyją tam ludzie z takimi  samymi troskami, problemami i radościami, jak wszędzie indziej. Jednak żyją inaczej. I nie wiem, na czym ta inność polega, może na wyborze priorytetów? A może na marazmie, który wyłania się z każdego zakamarka.
 Smutna rzeczywistość, trochę senna, trochę melancholijna. 
Nawet handel kwitnie tylko do godziny 16 niewiele punktów otwartych jest dłużej.
 A  nocą zapadają egipskie ciemności, gdyż uliczne latarnie wyłączane są o 23. – w ramach oszczędności.
Miasteczko śpi.
A ja mam wrażenie, że w ogóle się nie budzi…