W złudnej sukience…

 Od kilkunastu dni towarzyszy mi wrażenie kurczącego się czasu. Schyłku, a nie początku. I nie jest to związane  bezpośrednio z pogodą, która przypomina schyłek lata, a nie jego początek. 

Myśl, żmuszę szybciej, mocniej, częściej, świdruje w mojej głowie i… napędza. A mimo to potrafię się zawiesić. Zniknąć…w sobie.
Dziwnie mi. Mało kolorowo, choć otaczam się soczystą, smakowitą i pachnącą czerwienią. Czerpię z niej radość garściami. Chwilami.
Zatapiam się w lekturze i świat wokół znika. Nie do końca, bo myśli czasem się wkradają i sieją niepokój. 
 
Wypowiedziane słowa strąciły moją latami budowaną równowagę.  Nic czego bym nie wiedziała. Nie powinny mieć żadnego wpływu.
A jednak…
Niedopowiedzenie pozostawia nadzieję, potwierdzenie zamyka przed nią drzwi, ubiera w złudną sukienkę…
 
 
Trzymając w ramionach Pyziolka i całując jego polisie – mam poczucie wygranej, niezależnie od tego, co przede mną…
 
U Was tez tak ch…lernie zimno było????
Mam alergię na skarpetki w czerwcu!!!!!!!!!!!!!!