W lokalnym kotle wrze…

W małych miejscowościach, we wsiach, czyli w tak zwanych pipidówkach,  ludzie  częściej zerkają zza firanki, zaglądają do cudzego ogródka, podglądają  czyjeś życie. Komentują, oceniają, plotkują. Oburzają  się i bulwersują.  Kiedyś  znalazłam się w epicentrum burzliwej dyskusji na temat moralności pewnej pary, która to niebawem przed ołtarzem miała stanąć. I hipokryzji księdza, który podobno wie, że para cielesne stosunki odbywa, a w każdą niedzielę komunii im udziela. Według dyskutantów ksiądz jest dobrze zorientowany, bo bywa w domu rodziców przyszłej pani młodej, w którym to przyszli małżonkowie już wspólnie pomieszkują. Nie bardzo rozumiałam, z czym dyskutanci mają problem, bo ja nie znam  pary, która by czystość przed ślubem zachowała (co nie znaczy, że takich nie ma) A czy się z tego wyspowiadała czy nie, czy dostała rozgrzeszenie, czy nie, to już nie moja sprawa. Uważam, że innych również nie. Pikanterii dodał fakt, że przyszły pan młody wśród kolegów wyśmiewa się z księdza, ale przede wszystkim z tych, którym ksiądz nie pozwolił do komunii  przystąpić, wiedząc, że spodziewają się przedmałżeńskiego  dziecka. 
Wszak w pipidówce nic się nie ukryje, tym bardziej brzuch ciężarnej kobiety, co to wciąż jeszcze w grzechu żyje. A do hipokryzji księży już się przyzwyczaiłam, bo wcale nie jest częstsza od tej uprawianej  przez samych parafian. Wart Pac pałaca, a pałac Paca 😉  Nie generalizując i nie wrzucając do jednego worka,  oczywiście.
 Swoją drogą, czyli pocztą pantoflową, od lat chodzą słuchy, że ksiądz sam ma dziecko na boku. Czy to plotka, czy prawda tego nie wiem, bo takie rewelacje puszczam kolo uszu, szczególnie że do parafii nie należę, a moje zdanie jest takie, że celibat powinien być zniesiony. Może nie  dla wszystkich, ale dla tych,  którzy nie chcą piąć się po drabinie hierarchii kościelnej w celu robienia kariery, i nie są zakonnikami, za to są blisko swoich owieczek, czyli włodarzami parafii.
Pewnie wcale nie mniej by plotkowano o lokalnym księdzu, bo osoby na świeczniku to zawsze łakomy kąsek i plotka   dobrze nim się  żywi, ale może  odbywałoby się to z większą życzliwością i ze zrozumieniem? Kto wie… 
 Pomijam w tej chwili cały aspekt,  coby  tak naprawdę dało zniesienie celibatu (choćby to, że taki ksiądz byłby bardziej wiarygodny, bo mniej oderwany od rzeczywistych  ludzkich problemów), gdyż  teraz zajmuje mnie plotka.
 Dlaczego?
Bo będąc świadkiem w jaką siłę potrafi obrosnąć, jaki  duży zatoczyć krąg, nawet wydostać się poza granice kraju, i ile przy okazji cierpienia dostarczyć, to aż mi się wierzyć nie chce, z czego może powstać. A wystarczyło, że ktoś  trafnie wytypował osoby: księdza (o którym już się gadało, że gdzieś tam i  nie wiadomo z kim ma dziecko), pewne małżeństwo z długim stażem i małe dziecko. Połączyć je nicią plotki, omotać  i…sensacja gotowa. 
W swej absurdalności  wiarygodna.
Można tak?
Ano można, bo dla jednych absurdalna ( znających prawdę), dla drugich wiarygodna, bo fakty interpretują zgodnie z wytycznymi plotki.
Podobno każda plotka zawiera w sobie ziarenko prawdy. Coś w tym jest, bo takie właśnie są najgroźniejsze, uwiarygadniają powtarzane absurdy.
A ja przy okazji tej historii (nie chcę jej opisywać ze szczegółami) zobaczyłam, jak można być bezbronnym wobec ludzkich języków.  I gdy dotyczy to osób mało odpornych na gadanie innych, bardzo je skrzywdzić. Doprowadzić nawet do myśli samobójczych, a w ekstremalnych sytuacjach targnięcia się na życie.
Nie wiem  jakbym sama na taką plotkę zareagowała, gdyby to mnie ona dotyczyła.
Na tę  konkretną zareagowałam śmiechem  i zdziwieniem skąd ludziom przychodzą takie pomysły do głowy. Byłam pewna, że szybko ucichnie.
Potem już mi nie było do śmiechu, widząc, jak obrasta w siłę, jak powstają nowe sensacyjne wątki i jak reaguje jedna z osób, której ona dotyczy.
Pojawiała się złość, ale i bezsilność.
Bo nic nie można zrobić.  Co doradzić? 
Zaprzeczać?
Bez sensu, to nic nie da, a może jeszcze pogorszyć.
Obrócić w żart? Ale czy każdy zna się na żartach, wychwyci  ironię…?
 Pozostaje przeczekać,  a to najtrudniej przychodzi, gdy wszystko w tobie krzyczy.
Ale  na szczęście przyszedł  taki moment, w którym już tylko śmiech pozostał z całej tej sytuacji. Może nie ten radosny, ale w pewnym stopniu oczyszczający ze złych emocji.
I  czekanie, aż nowa plotka zastąpi tę starą.
Bo w pipidówkowym  kotle  wciąż  musi wrzeć i zawsze znajdą  się tacy, co podkładać  pod niego będą.
 
Reklamy