Coś w tym jest…

 „Mężczyźni wolą kobiety ładne niż mądre, ponieważ łatwiej im przychodzi patrzenie niż myślenie”.



Coś w tym jest. 
Z tym myśleniem.
W sferze uczuć, emocji.
Deficyt.


Syty głodnego nie zrozumie.
Zdrowy chorego.
Mężczyzna kobietę ?
Kobieta mężczyznę?
Coś w tym  jest.


A wystarczyłoby pomyśleć. 
Przewidzieć. Wybiec myślą do przodu.
Wczuć się, popatrzeć z innej, nie swojej  perspektywy.
Spróbować zrozumieć.

Póki jeszcze są siły by coś tłumaczyć. Potem to już nawet się nie chce.
Bo czy jest sens wciąż udowadniać, że białe to białe, jeśli ma się do czynienia z daltonistą?

****
Zima zbiera żniwa.  Ostatnio nie ma dnia by na sygnale straż pożarna nie gnała do pożaru. Palą się domostwa. Ludzie hajcują, nie czyszczą pieców, kominów, dogrzewają się piecykami…



Seriale, ach seriale..

O serialach ma być.

Ulubionych przez mnie 😉
Tak sobie zażyczyła Niedyskretna.
Ogólnie to ja ze serialami nie jestem za pan brat, szczególnie  za tymi, co to ciągną się  jak flaki z olejem i każdy z każdym już był, albo będzie, albo go uśmiercą, a w najlepszym razie zastąpią innym aktorem.
No, ale jakieś tam oglądałam i oglądam.
Nie będę  przywoływać tych z minionej epoki, bo kiedyś to się  oglądało, jak leci, ciesząc się, że  w ogóle coś kręcą lub puszczają zagranicznego, szczególnie amerykańskiego.   Takiego na przykład porucznika ” Columbo”, którego lubiłam  za flegmatyczną  postawę i wymiętoszony do nieprzyzwoitości prochowiec. Jak dla mnie wymiatał  „Kojaka” z lizakiem, nie wspomnę o naszym rodzimym „007 zgłoś się”. Albo” Polskie drogi” dużo lepsze niż te nasze dzisiejsze i czeski „Szpital na peryferiach”, bardziej zabawny i realny niż ten w” Leśnej Górze”.
A słynne „gdyby głupota miała skrzydła, to latałaby pani jak gołębica”, wciąż ma u mnie zastosowanie i to niezależnie od płci. I tak sobie pomyślałam, że biorąc pod uwagę, to co się wyprawia u nas w Sejmie, to gmach byłby – przepraszam za wyrażenie- cały zasrany 😉
 
Dziś  za najlepszy polski  serial uważam „Czas Honoru”. Bo to czas miłości, przyjaźni, walki i zdrady. Film o ludziach z krwi i kości, którzy musieli zweryfikować swoje marzenia i plany w obliczu wydarzeń historycznych. Świetny serial, każdy jego sezon jest wart oglądania. 
Przyjemnie ogląda się  „Przepis na życie”, bo to taka  lekkostrawna mieszanka perypetii życiowych. Nie ma się po niej  żadnych obstrukcji 😉  Lubiłam oglądać „Kryminalnych” i żałowałam, gdy przestali kręcić kolejne odcinki.  Ogólnie to ja bardzo lubię sensację i  thrillery- w odcinkach i solo.  A gdy jeszcze są z dawką   humoru, to, to jest to!  Na przykład taki  dr House w roli tropiciela przyczyn choroby.  Jest rewelacyjny.  No i ta jego face. Mnie bardziej jakoś tak  za serce biorą  faceci z  twarzą przeoraną życiem  niż ci z wymuskaną i ładniutką.
 
A teraz wyznanie.
 Oglądam Julię, jeśli jestem o tej porze w domu. Zawsze w towarzystwie laptopa na kolanach, albo książki w rękach.  Czasem zerkam z kuchni, jak mieszam coś w garnkach.  Oglądam dla zdjęć Krakowa. Niektóre ujęcia zapierają dech w piersiach i chciałoby się pakować plecak, no dobra, walizkę i  od razu wyruszyć do miasta Kraka.  
 
No i to by było na tyle…
A do zwierzeń jakie lubicie oglądać seriale typuję:
Margolkę
Kobietę w sukience
Thunderstrom
Ken_G
Lenkę , czyli młode pokolenie 😉
 
Oraz wszystkich pozostałych, którzy mają ochotę podzielić się swoimi serialowymi upodobaniami 🙂

Zimno, zimno…ciepło, gorąco…

Zimno. Bardzo zimno.

Zdziwienia nie ma, bo to w końcu sam środek zimy jest. Ale…patrzę na to cudowne słońce za oknem i zastanawiam się, gdzie jest śnieg?
Hola, hola, hamuję własne myśli, coby się w spełnienie nie zamieniły, bo po co mi śnieg?
Dla oka? Kilku pięknych fotek własnej produkcji?  
Już wiem. Dla rozgrzewki 😉
Bo nic tak zimą nie rozgrzewa jak odśnieżanie-czegokolwiek- jak pokonywanie zasp na drodze…jak ta ( do czasu) nieskazitelna biel…
Wiem, przesadziłam, no ale uwierzcie mi, głupio tak, gdy wokół siarczysty mróz, a śniegu ani milimetr.
Mróz mrozi jakoś bardziej,  wiatr smaga policzki, a człowiek najchętniej z domu by nie wychodził nawet gdy musi.
Tyle że spod ciepłej kołdry  kiedyś wyjść trzeba.
Kubek gorącej herbaty z wyciśniętą cytrynomandarynką i czubatą łyżką miodu, by nie utracić ani kilodżula ciepła.
Piec rozpalony do czerwoności włącza dmuchawę, i czuć jak z otworów w podłodze rozchodzi się ciepłe powietrze. 
Miło smaga bose stopy, ale już szukam ciepłych skarpet.
Bo  mnie wciąż zimno. 
Patrzę na nierozpalony kominek… i oczami już widzę wesoło trzaskający ogień.  Tylko, że drew pod nim brakuje- żeby je przynieść trzeba wyjść na dwór.
O nie, nie mam zamiaru wychodzić.
Jeszcze nie teraz.
Otwieram lodówkę, sprawdzam zapasy….
 Już wiem.
Wyciągam mięso ,  czerwoną, zieloną i żółtą paprykę. Czosnek, cebule i pozostałe warzywa. 
Są pomidory w puszce.
Już postanowione. Będę gotować zupę. Pożywną i  rozgrzewającą swym kolorem, smakiem i zapachem. Ostrą  do zjadliwości.
Dobre menu na pożegnanie.
Pikantne i gorące!
Czas najwyższy…
Wymienić starą kuchenkę na nowszy model 🙂
 
Jednak, żeby było jasne, to wolę słońce w pakiecie z mrozem, niż deszcz i plusową temperaturę  na dworze. Oczywiście tylko zimą!