Zazdrość w rodzinie..

Obca jest mi zazdrość siostrzana, czyli taka wynikająca z rywalizacji o  szeroko pojęte względy rodziców.  Obca, bo nie posiadam rodzeństwa. Ale gdybym takowe  posiadała, to czy by mnie dopadła, czy raczej ominęła? Czy zazdrość to cecha  wrodzona, czy raczej nabyta? I dlaczego dwie bliskie sobie osoby, które razem się wychowały, obok siebie  dorastały, w dorosłym życiu potrafią sobie wszystkiego nawzajem  zazdrości? Albo przynajmniej jedna z nich. Z czego to wynika?

Jeśli to cecha nabyta, to najczęściej z  powodu nierównego traktowania przez rodziców czy innych członków rodziny.

Tak się złożyło, że dwie moja najbliższe i najdłuższe stażem Przyjaciółki również są jedynaczkami, więc nie miałam w swoim otoczeniu przykładu takiej zazdrości.
Po raz pierwszy zetknęłam się z nią,  gdy  bliżej zakolegowałam się  z osobą mającą rodzeństwo. Na pozór zgodne i zaprzyjaźnione, ale często  byłam świadkiem absurdalnych sytuacji, choćby takich jak myszkowanie po szafkach w domu  koleżanki przez jej siostrę i złośliwych uwag typu, że znowu coś dostała od matki. I nie przeszkadzało jej nawet to, że świadkiem tego była osoba obca.
Na pewno każdy z nas słyszał nie raz, nie dwa o rodzeństwach, które walczą  ze sobą o schedę po rodzicach.
Majątek, mniejszy czy większy, potrafi zbudować mur nie do przebicia.
Rodzice małych dzieci bardzo często spotykają się z zazdrością, jaka się wytwarza między rodzeństwem. No bo któż, kto ma brata czy siostrę nie był zazdrosny o zabawkę, czy też o to, że akurat to nie on siedzi na kolanach  u mamy czy taty. Starsze dziecko o to młodsze, kiedy to młodsze  potrzebuje większego zaangażowania rodzica.  Potem młodsze,  o to, że starszemu więcej wolno.
Wiem coś o tym, bo przecież mam dwoje dzieci. Ale z tego się wyrasta. Mimo że  słyszałam  czasami zdania typu: Tuśka tamto i owamto, a ja już nie; albo  Misiek to i owo, a dlaczego nie ja. Uważam, że nie da się po równo obdzielić swoje dzieci, ani czasem swoim, ani rzeczami materialnymi, ani stworzyć jednakowe warunki rozwoju, szczególnie gdy rodzeństwo dzieli znaczna różnica wieku.   Świat pędzi, zmienia się, a my wraz z nim. Jednakowo to jedynie  możemy obdarzyć miłością.  Bo z perspektywy dziecka zawsze ten podział może wyglądać niesprawiedliwie, choć my dokonaliśmy wszelkich starań, by tak nie było.
Dlaczego?
Bo może zazdrość to jednak cecha  wrodzona.
Która  nigdy nie odchodzi w niebyt, po prostu się przyczaja jak kobra, by kiedyś zaatakować, gdy człowiek się tego nie spodziewa.
Jak myślicie?
 
Można  zrozumieć prośbę córki by matka za życia obdarowała ją swoją biżuterią, bo jeszcze nie daj boże po jej śmierci brat położy na tym łapę i kosztowności  przypadną bratowej, obcej w końcu babie.  Mimo że brat poczuł się dotknięty, i nie tym, że nic mu nie skapnie, ale posądzeniem o to, że cokolwiek by sobie przywłaszczył. Można, bo to o” majątek „chodzi, a w lepszej wersji o cenne pamiątki po matce. Takie jest życie. 
Ale być zazdrosnym, a nawet obrazić się na Rodzicielkę, że wybrała wizytę u syna, a nie u córki, aż do tego stopnia, by zignorować  zaproszenie na wspólny obiad. Nie złożyć nawet życzeń w święta, nie mówiąc o odwiedzinach. Dorosła osoba. Wykształcona, inteligenta. A zazdrość o duperele zżera dobre relacje w rodzinie. 
Jej bratu ta cecha jest obca. Mimo że to siostrze o wiele lepiej się powodzi,  brat  jest dumny z jej zawodowych i prywatnych  osiągnięć, i  z osiągnięć jej dzieci.   Ale brat ma coś, czego ona jeszcze nie ma, a widocznie bardzo na to czeka.  Brat doczekał się wnuka. Podzielił się tą wiadomością z całym światem, więc i z siostrą. Reakcja  na wiadomość, delikatnie mówiąc, była sucha. Po raz pierwszy w życiu brat głośno powiedział:  moja siostra jest zazdrosna.
 

 

Reklamy