Nie(dzielny) dzień

Niedziela.

Coraz rzadziej dzień wolny, coraz mniej świąteczny.
Coraz mniej różniący się od pozostałych dni.
Wciąż jednak  najczęściej to  dzień wspólny, rodzinny.
Różnie spędzany. Aktywnie, leniwie- nieważne, byle razem, nie obok siebie.
Wierzący i praktykujący idą całą rodziną do kościoła, a potem siadają przy wspólnym stole, by zjeść świąteczny obiad.  
Dla innych, niedzielnym rytuałem  są wypady do centr handlowych. W pogoni za okazją, w tłumie innych ludzi mijają im wspólne godziny. 
Są tacy, dla których niedziela to koszmar, tak jak każdy inny, wolny  dzień od pracy. Nie potrafią się odnaleźć, gdy muszą zwolnić tempo. Nie potrafią już funkcjonować w rodzinie.
To dzień, w którym pęknięcia, rozłam są najbardziej widoczne.  Bo w tygodniu to jakoś jeszcze funkcjonuje.
Dla niektórych to dzień pełen  melancholii. Drażniący swym wolno płynącym czasem.
Niektórzy   czekają na nią jak na zbawienie. Ale czy jedna niedziela zastąpi cały nieudany tydzień?
Czy wciąż tylko łączy, a nie dzieli?
 
 
Czy celebrujecie niedzielę?
Jakkolwiek…
Jestem ciekawa.
 
 
Przed nami  zakochany wtorek. Oby nie okazał się wtorkiem- potworkiem. Dla tych, co  z tej okazji oczekują niecodziennego celebrowania miłości, i dla tych, co  miłość  innych kuje ich w oczy, bo  z ogromną tęsknotą  sami na nią czekają. Ale po ewentualnym potworku przyjdzie  tłusty czwartek.  Na osłodę. Czyż nie? Bo nawet jeśli ktoś nie lubi pączków, to może zjeść coś innego, byle tłustego i słodkiego!  I koniecznie w towarzystwie!
Miłego!