Młody kierowca na drodze…

Młody kierowca- zarazem młody człowiek- jadąc służbowym busem  spowodował wypadek na trasie szybkiego ruchu. Zagapił się lub raczej  przysnął i na prostej drodze wjechał w tył osobowego auta, którym poruszało się starsze małżeństwo. Różnica  prędkości musiała być spora, gdyż uderzenie było dość mocne, pasażerowie uderzonego auta zostali zakleszczeni i po wydobyciu  przez strażaków znaleźli się w szpitalu. Ich auto pewnie poszło do kasacji, a przód służbowego busa został zmasakrowany. Ale nie o stan aut w tym wszystkim chodzi. Młody kierowca jako pracownik firmy został   pouczony  przez pracodawcę- i to nie raz- by bezpiecznie zachowywał się na drodze.  Miał jeździł ostrożnie, zgodnie z przepisami, a nawet  wolniej niż one pozwalają, szczególnie na trasach szybkiego ruchu lub autostradzie.  Po wypadku pracodawca w pierwszej chwili miał ochotę zwolnić pracownika, który  na prostej, dwupasmowej drodze,  przy pięknej pogodzie spowodował wypadek, przekraczając sporo prędkość, ale po opadnięciu emocji, postanowił dać jeszcze szansę, wierząc, że to, co się stało, będzie nauczką. A  dotkliwe konsekwencje wyciągnie również sąd. Sąd skazał młodego kierowcę na rok w zawieszeniu, dołożył niecałe 2 tysiące grzywny oraz kilkanaście punktów karnych. Chłopak poczuł się wielce pokrzywdzony, twierdząc, że kara jest zbyt duża do przewinienia. Dzień po wyroku, pracodawca  zrobił eksperyment, wsiadł jako pasażer do auta, które prowadził  młody kierowca-tak  pokrzywdzony przez wymiar sprawiedliwości- i udając, że śpi, obserwował jego jazdę.  I co się okazało? Oczywiście jechał za szybko,  miejscami przekraczając  prędkość nawet o 30 km, a wchodząc  w skręt  90.stopniowy miał na liczniku 60 km. Gdy się zatrzymał, usłyszał od pracodawcy, że on mu daje 1000zł mandatu, i że nic ten wypadek go nie nauczył. Dodał jeszcze, że brawura młodych na drogach  prowadzi do tego, że nie tylko sami się pozabijają, ale  też innych użytkowników, którzy przepisy przestrzegają. 

 
W życie mają wejść nowe przepisy  dla młodych kierowców. Takie, które mają pomóc w wyeliminowaniu tych kierowców, którzy są zagrożeniem dla innych. Jednym z nich  ma być zakaz  podejmowania pracy zarobkowej jako kierowca w pierwszym roku po otrzymaniu prawo jazdy. Myślę, że słuszny. 
Wprawdzie w opisywanym przypadku kierowca prawo  do jazdy miał już  dłużej niż rok, ale kto z nas -użytkowników dróg- nie doświadcza  szaleńczej jazdy tych, co siedzą za kierownicą służbowych aut?  Oni się wiecznie gdzieś spieszą.  
W tamtym roku, gdy  na drogi po raz  pierwszy spadł śnieg, na trasie 120km  naliczyłam 3 auta osobowe, które znalazły się w rowie, wszystkie z logo jakichś firm. A na poboczu z komórką w reku wzywając pomoc lub tłumacząc się pracodawcy, stali młodzi mężczyźni.
 
Według nowych przepisów, przez dwa lata kierowca będzie skrupulatnie sprawdzany jak sobie radzi na drodze. Na czym to ma polegać, oprócz monitorowania jego przewinień, nie wiem. Ale cokolwiek się robi, aby wyeliminować zagrożenie na drogach, uważam za słuszne.
Abstrahując od jakości naszych dróg, ale to człowiek i jego bezmyślność, brak wyobraźni i brawura jest przyczyną większości wypadków. Zbyt wielu w naszym kraju.
A młodzi powinni być szczególnie kontrolowani, aby złymi nawykami nie nasiąknęli. 
Pod pojęciem młody kierowca,  kryje się nie tylko czas po uzyskaniu prawa do jazdy, ale i wiek kierowcy.
A często jest tak, że młody wiek plus brak doświadczenia w jeździe, równa się niebezpieczeństwo na drogach.
 

Czas na wnuki…?

Kiedyś to było oczywiste, że  zaraz po ślubie jest  czas na dziecko.  Bo kiedyś, gdy ludzie  się pobierali,  to po pierwsze chcieli  w końcu zamieszkać razem, a po drugie   stworzyć rodzinę. Pełną  rodzinę.

Dziś większość  ( młodych) par nie potrzebuje przysięgi, żeby wspólnie zamieszkać.  O ślubie w ogóle nie myślą lub odkładają go  na jakieś,  niesprecyzowane później, a decyzja o dziecku  jawi się w  mglistej perspektywie, jeśli w ogóle pojawia się w rozmowie.
Moja Przyjaciółka jest „zła” na swoje dzieci, czyli syna i synową.  A właściwie na ich decyzje, a raczej na brak tej jednej konkretnej.  Bo Przyjaciółka chciałabym już zostać babcią. Według Niej to czas najwyższy, w końcu  młodzi już dawno świętowali  trzecią rocznicę ślubu. I nie złości Jej to,  że młodzi odsunęli tę decyzję w czasie, bo  w końcu  to ich życie i planować  im go nie będzie, ale złoszczą Ją ich argumenty. Dlaczego? Bo jeśli  może zrozumieć, że przeszkodą jest  remont mieszkania, w którym po przeprowadzce  młode małżeństwo ma  zamieszkać, to już zimowy wypad na narty, czy latem  wesele koleżanki, nijak do mojej Przyjaciółki  nie przemawiają. Twierdzi, że to zwykłe wymówki, a takich w życiu jest na pęczki. Zawsze  znajdzie się coś, co stanie na przeszkodzie. Wolałaby konkretnie usłyszeć, że za rok, dwa, trzy, niż kolejny raz, że plany ulegają zmianie, bo coś tam jest teraz ważniejsze…
Obawia się też, że takie zwlekanie może okazać się zgubne, bo co jeśli się okaże, że posiadanie potomstwa nie będzie takie proste?
Sama jest jeszcze na tyle młoda, energiczna i mobilna, że chętnie pomoże w opiece nad maleństwem.  Dlatego nie rozumie, dlaczego młodzi  zwlekają, odkładając powiększenie rodziny na czas nieokreślony. Szczególnie że spełniają wszystkie warunki. Mają  prace,  kasę,  mieszkanie. 
 I dwie gotowe babcie, i na dodatek dwie zniecierpliwione prababcie 😉
 
Odnoszę takie wrażenie, że w dzisiejszych czasach kiedy to kobiety  często decydują się na swoje pierwsze dziecko  grubo  po trzydzieste, gdzie średnia wieku rodziców  wydłuża się,  to potencjalne babcie niecierpliwią się i z niepokojem ponaglają swoje dzieci, bo chcą cieszyć się wnukami będąc  same jeszcze w pełni sił.  I tak jak kiedyś,  dla kobiety było problemem, gdy w  zbyt młodym wieku została babcią, tak teraz jest to, że zostaje nią zbyt późno, albo w ogóle…