Nie wszyscy powinni wyrażać swoje zdanie…

Różnić można się pięknie, choć wcale to łatwe nie jest. W ferworze dyskusji szybko można podnieść głos, powiedzieć o jedno słowo, zdanie za dużo. Zdarza się, gdy emocje nie są  trzymane  na wodzy. Tak bywa, gdy do dyskusji dochodzi twarzą w twarz.  Słowo za słowo, zdanie za zdanie. Ze słowem pisanym, czyli komentarzami jest już inaczej, choć często pisane również pod wpływem emocji, to jednak zawsze można skorygować swoją wypowiedź przed  opublikowaniem, jeśli w jakiś sposób miałaby obrazić odbiorcę, no chyba,  że cel jest właśnie taki- obrazić.  Słowo pisane również niesie za sobą pułapkę dowolnej interpretacji, czasem  zupełnie od czapy. I nagle w kimś rośnie agresja, bo czuje się przez autora  obrażony.  I spirala się nakręca. Ktoś się dopina, żeby ją podgrzać, inny, by złagodzić i rozrasta się łańcuszek wzajemnych inwektyw.  Szybko zatraca się sens całej dyskusji na temat  opisany, i zaczynają się personalne gierki.

 Czytacze blogów uzurpując sobie prawo do komentowania  i słusznie), oceniania ( mogą ), wygłaszania swojego zdania  jak najbardziej) często zapominają, że autor również ma takie prawo. Pisać w stylu, jakim chce, o czym chce, odkrywać siebie na tyle, jak dalece ma ochotę, po swojemu: żyć, chorować, pracować, kochać etc…

 
W necie na różnych forach, blogach, tam, gdzie komentarze są otwarte  pojawią się przeróżni frustraci, co to swą złość wylewają poprzez słowo pisane. Im jest tak naprawdę obojętne, pod jakim tematem to robią i na czyim poletku. Ot, puścić kilka słów, zdań naszpikowanych wulgaryzmami, złośliwościami w cyberprzestrzeń, to dla nich  jak bułka z masłem na śniadanie. I ja to nawet rozumiem, mus to mus- oni tak mają i już!
 
Jednak zadziwia mnie, a może raczej przeraża, jak łatwo czytacze, do tej pory spokojnie czytający  swoje ulubione strony, poznający autora poprzez jego teksty, na tyle, ile im  on sam umożliwia, wpadają frustrację, gdy jakiś tekst, słowo napisane, pogląd, czyn nie zgadza się z ich wizją. Wyrażają  ją niewybrednym słowem, choć wcześniej siedzieli cicho albo klaskali w dłonie, pisząc same „achy” i „ochy”. Nagle czują w obowiązku ustawić autora  do pionu. A że nie przebierając w środkach, to co z tego? Mają przecież prawo, dał im je sam autor, pisząc coś, co ich mocno wzburzyło. Więc atakują, często w swoim szale zapominając, że autor wyraził tylko swoje zdanie. Oni MUSZĄ  napisać co powinien albo nie powinien.  I tego musu nie rozumiem!
 
Zapewne powiecie, że to nic nowego, że trolle są i będą.
Ale to nie są trolle, które mają tylko jeden cel: podważyć, ośmieszyć, obrazić. To ludzie, którzy z jakichś powodów czytają, śledzą w sieci czyjeś życie i siedzą cichutko, dopóki autor na odcisk im  nie nadepnie, a wtedy huzia na Józia. I tacy, co od czasu do czasu jako anonimowy gość słowem połechcą, swoje zdanie zostawią i nagle ni z gruszki i pietruszki pomyje wyleją. Bo w tekście doszukali się drugiego dna i nagle okazuje się, że autor to zła osoba jest! I oni koniecznie muszą to uświadomić autorowi i innym czytającym. 
 
No nie potrafimy się pięknie różnić, a wystarczyłoby napisać po ludzku komentarz lub przemilczeć. 
Skasować ścieżkę do autora, z którym różnić się nie potrafią!
 
Dlaczego piszę o tym? Bo weszłam na czyjś blog, temat wiodący mi bliski. I w komentarzach magiel typu jakiego już byłam świadkiem  na blogu, którego autorki już nie ma wśród nas, choć niektórzy podejrzewali, że Jej choroba to ściema. Żyła z nią po swojemu, leczyła się tak, jak uznała za stosowne- ale nie wszystkim się to podobało.  I mieli do tego prawo, bez prawa wypowiadania się o tym w niewybredny sposób. 
I nagle mam” powtórkę z rozrywki”, gdzie rozrywkę mają tylko ci, co piszą komentarze( nie wszyscy) a autorce pozostaje walka z chorobą mając nadzieję, że odpuści sobie walkę z ludźmi. Bo szkoda na nią sił.
 
Mimo że zaintrygował mnie ten blog, nie wejdę już na niego.
Zbyt emocjonalnie podchodzę i do tematu i  do komentarzy.
Wystarczyła mi godzina obcowania i wiara w człowieka siadła.
W kobiety, bo o dziwo, to one przodują w tym jazgocie.
 
***************************************************************
Trzymajcie jutro (piątek) kciuki!   Prześwietlą mnie od stóp po głowę bystrym okiem PET-a.  Wyniki jak zwykle za kilka dni, ale niech to oko będzie bystre i mimo tego nic tam nie wypatrzy, tak jak nie wypatrzyło w moich płucach, co donoszę z ogromną satysfakcją :))))
 
Już dziś życzę miłego weekendu 🙂