Kurier, który nic nie musi…

Tuśka od jakiegoś czasu-dość już długiego- ma zmienionego operatora, a co za tym idzie nowy numer telefonu.  Różniący się wprawdzie tylko drugą i trzecią cyfrą od poprzedniego, ale wystarczyłaby  jedna inna i już nikt się  do niej nie dodzwoni. Logiczne, i nie wspominałabym o tym, gdybym nie podejrzewała, że właśnie podobieństwo numerów było i jest przyczyną, że w firmie kurierskiej ktoś uporczywie podaje Jej stary numer zamiast nowego, mimo że już wielokrotnie podawała aktualny numer  zamawiając w necie towar. Raz kurier dzwoni do Niej raz…do pracownicy naszej firmy, bo obecnie jest to telefon służbowy.

Dlatego nie zdziwiło mnie, jak pracownica zadzwoniła do mnie i przekazała, by powiadomić córcię, że kurier z paczką będzie u Niej za 10 minut. Zadzwoniłam i powtórzyłam wiadomość, na co Tuśka poprosiła, by przekazać kurierowi, że nie ma Jej na miejscu, ale będzie za 5 minut, więc powinna zdążyć, ale w razie czego niech poczeka.
Zeszłam na dół, by samej zadzwonić do kuriera, bo podczas pierwszej rozmowy, pracownica przekazała mi, że kurier był dość opryskliwy, jak się zorientował, że numer telefonu nie jest numerem odbiorcy paczki. Wzięłam służbowy telefon i dzwonię:
– Dzień dobry (w tym momencie się przedstawiam ) chciałabym przekazać, że  adresatka paczki  będzie za około  5 minut  pod domem, ale prosi by pan poczekał, gdyby jednak pan był przed nią. 
– Ja nie muszę czekać – słyszę arogancką odpowiedź.
– Ale musi pan dostarczyć paczkę.
– Nie muszę dziś. Zostawię awizo.
– Proszę pana, nie dość, że dzwoni pan na nieaktualny numer…
– Ja nie muszę dzwonić- przerwał mi  głosem tak opryskliwym, że zwyczajnie podniósł mi już ciśnienie.
– No nie musi pan, ale skoro pan już  dzwoni to dlaczego 10 minut przed, a nie np.  godzinę lub chociaż pół ?
– Bo tak- i się  rozłączył.
O nie, pomyślałam, tak nie będziemy rozmawiać i zaczęłam wybierać jego numer.
Oczywiście nie odbierał, więc wzięłam własny telefon, a gdy wyświetlił mu się inny numer- odebrał.
Nie bawiłam się już w żadne  uprzejmości i wprawdzie nie wierząc, że coś zdziałam, ale:
– Proszę pana, fakt, pan nic nie musi: nie musi pan dzwonić, nie musi pan czekać, a nawet dostarczać paczek, ale przede wszystkim nie musi  pan być tak  nieuprzejmy wobec  klientów, o czym  zamierzam poinformować pana szefostwo.
I nagle jak za pomocą czarodziejskiej różdżki  jedną wzmianką o szefostwie zmieniłam ton i podejście kuriera, bo nagle usłyszałam :
– Proszę pani, ja dzwonię tylko by wiedzieć, czy ktoś jest w domu, tak sobie ułatwiam pracę, a gdybym czekał tak na  wszystkich,  to dnia by mi nie starczyło.
– Rozumiem, ale wcześniejsze zadzwonienie i podanie   nawet  tylko przybliżonego czasu gwarantuje, że klient będzie w domu, zresztą nieodebranie telefonu wcale nie oznacza, że klienta nie ma…a poczekanie 5 minut chyba nikogo nie zbawi…szczególnie, że pan ma obowiązek tę paczkę dostarczyć.
– No dobrze, poczekam, do widzenia.
Tuśka paczkę odebrała, pan był wobec Niej nawet miły i uprzejmy…
Nie można było tak od razu?