Z zieleni ściana…

Siadam na wygodnym leżaku, obok leży coś do czytania, owocowy koktajl lub shake, kawa…Zamykam oczy…otwieram: przede mną ściana zieleni, nade mną niebo. Nie tak bezpośrednio, bo taras ma zadaszenie, ale…Doznaję ukojenia, totalnego spokoju…Ściana składa się z różnych drzew. Są dwa dorodne orzechy, brzozy, sosny, świerki, modrzewie… Blisko…tuż za płotem i przed nim…Mój osobisty azyl z tyłu domu. Z jego drugiej strony życie  tętni szybszym rytmem. Izoluję się i dobrze mi z tym. Czasem wystarczy chwila, a są dni, kiedy potrzebuję dłuższego czasu, by pobyć z własnymi myślami, a często nawet bez nich. Zostają za tarasowymi drzwiami. 

Dopóki ktoś, coś nie zakłóci…mojej kontemplacji otaczającej mnie zieleni czy własnej duszy… lub sama uznam, że wystarczy 😉 Z niechęcią lub z nową energią w zależności od okoliczności wkraczam na pole działania. 
 
Dziś uzbrojona w miarę będę robić pomiary, bo na rzut męskiego oka coś jest niemożliwe. Więc spróbuję udowodnić, że jak kobieta się uprze, to da się zrobić 😉
 
Dobrze jednak mieć taką odskocznię na wyciągniecie ręki, na jeden krok…
 
Reklamy