Czerwone stopy…

Wczorajszy dzień zaczął się jednym wielkim oczekiwaniem na konkretny telefon z konkretną wiadomością. Gdy na klawiaturze aparatu wyświetliło się, że dzwoni Misiek, moje  serce zabiło mocniej:

– No cześć- słyszę zbolały głos.
– Cześć.
– Wróciłem już z biwaku i jestem w domu-  Miśkowy głos  wyrażał ogromne cierpienie.
– Coś się stało?!?!- serce mam już w gardle i zapominam zupełnie na jaką wiadomość z niecierpliwością czekałam.
-Noooo- jęczy
-Co?!?!- i już  moja wyobraźnia działa…
– Poparzony jestem i muszę iść do lekarza. Słońcem.
– Cały??
– Nie, tylko nogi, a najbardziej stopy…
– Nie smarowałeś się?- już kiedyś też się  tak załatwił, tyle że plecy i powinien pamiętać gdy wyłazi na słońce.
– Smarowałem się,  ale o nogach zapomniałem… Aaauć…i dostałem się…
I w taki o to sposób dowiedziałam się, że mam STUDENTA 🙂 vel Czerwone Stopy 😉
 
Miłego weekendu:)
 
Reklamy