Bez różowych okularów…

  Już dawno odłożyła  różowe okulary na półkę. Nawet zdążyła zapomnieć,  w którym pomieszczeniu. Przestały być użyteczne, kolor wyblakł. Zauroczenie wspólną codziennością dawno prysło. Pozostał trud wspólnego życia. Bo nagle  okazuje się, że On widzi świat zupełnie inaczej niż Ona. Co tam świat…inaczej postrzega codzienność, co innego lubi oglądać, inaczej spędzać wolny czas, ma swoje ulubione czynności i przyzwyczajenia. A niech ma…tylko dlaczego na siłę je forsuje? Albo Ona…Dąsa się, czasem krzyczy, częściej milczy. Bo On się nie domyśli. Owszem, czasem mu mówi .. raz, drugi, trzeci. I tak nie zapamięta…Ale gorsze jest to, że nie zrozumie. Nawet jeśli powie wprost.  Więc coraz częściej między nimi krąży powietrze przesycone pretensją i rozczarowaniem. Słowa, w których pobrzękują kostki lodu…
 
Ciekawe, dlaczego to, co na początku  najbardziej się w Nim/Niej podoba, później najbardziej irytuje…