Czerwony (auto)BUS mknie ;)

   Weekend spędziliśmy w stolycy 😉 Jeśli ktoś widział czerwony, wesoły bus 8+1 mknący po ulicach- to byliśmy my z towarzystwem. I nie będę tu opisywać uroków Warszawy, bo trudno o nie. Ale gdy towarzystwo cudne, to nieważne gdzie się jest 😉 Atrakcje, które mieliśmy zapewnione przez organizatorów, można było przenieść w każde inne miejsce.  Reszta to inwencja własna. No dobrze, oddam sprawiedliwość …widok kaczek z byłym prezydentem- bezcenne 😉 Tak się zasugerowałam BORowikami, że zamówiłam sobie zupę borowikową z łazankami w restauracji na Starym Mieście, z widokiem na zamek, stadion i restaurację Magdy Gessler.  

Ale ja nie o tym miałam…co widziałam, co jadłam i czego słuchałam 😉
O relacjach ciut chciałam. Międzyludzkich.
Kolejny raz przekonuję się, że nie trzeba kogoś znać, nawet z widzenia, aby świetnie się czuć w jego towarzystwie. I to całe dwa  dni…A jak jest to pomnożone przez 7 sztuk, to już chyba fenomen. Dawno tak świetnie się nie bawiłam. I nie ze względu na to, że Marylka z gitarą dała czadu tak, aż ja zachrypłam. Bo w naszym czerwonym autoBUSIE (i poza nim) było najweselej 😉 
 
***********
Czarno widzę A2, a raczej w ogóle jej nie widzę- momentami. Tylko te momenty są dość długie.