Czujną trzeba być…?

  Ciepły, czerwcowy wieczór; w lampce czerwone wino, na talerzu truskawki i sery. I pogaduchy takie bardziej intymne. W cztery oczy. Kobiece oczy. 

Jesteś zazdrosna?!- ze zdziwieniem pytam, po tym, co usłyszałam- Nigdy taka nie byłaś.
Nie byłam i nie jestem. Jestem tylko czujna!
Według mojej koleżanki nastały  takie czasy, że własnego męża trzeba pilnować, nawet jeśli on sam  nie daje żadnych powodów do zazdrości. Inaczej zanim się obejrzysz, możesz zostać rozwódką. A to dlatego, że wokół mnóstwo kobiet wystarczająco zdeterminowanych, by zawalczyć o mężczyznę, zupełnie nie zważając na to, że jest on żonaty. Ślub przecież niczego nie gwarantuje.
Ale zawsze tak było– mówię, jednocześnie przyznając, że zjawisko się rozrosło i rozpowszechniło.
Kiedyś, gdy ta druga chciała upolować cudzego męża, to robiła to z ukrycia, a nie na oczach wszystkich i samej żony. To jest walka wręcz, a bronią są słowa. Bo wiesz, najważniejsze jest, by szybko zdyskredytować rywalkę,  zdeptać jej reputację, znokautować. Oczywiście przy własnym mężu. 
Myślisz, że to konieczne?
Oczywiście, inaczej  pozostawi po sobie wrażenie modnej, zadbanej, wyluzowanej, a z ciebie zrobi kuchtę i mamuśkę w jednym.
– Przesadzasz chyba…
– Przesadzam ?! Jeszcze niedawno  pewnie bym pomyślała, że to lekka przesada, ale kiedy przyszła do nas  ( tu pada imię  dobrej koleżanki, która od niedawna jest  singielką)  i przez cały czas  robiła uszczypliwe uwagi na temat mojego wyglądu,  i  że nigdzie nie bywam, bo przecież dom, dzieci to całe moje życie, a ona teraz  taka światowa.  A  na dodatek   schudła  i naprawdę wygląda teraz nieźle, co zauważył ojciec moich dzieci. I wiesz co?…jego to komplementowała, a jeszcze tak niedawno słyszałam, że się zaniedbał,  bo brzuch piwny mu urósł. I taki tatusiek się z niego zrobił, co to poza kanapą nic nie widzi….
– I co w rewanżu odpowiedziałaś?
– Nic.
– Nic??
– Nic, ale postanowiłam być czujna…następnym razem.
Tak…no to sobie pogadałyśmy 😉
 
Reklamy