Siła…

Usłyszałam wczoraj zdanie, że to moja wewnętrzna siła pozwala mi na poradzenie sobie z przeciwnościami. To prawda, bo  ja odczuwam, że  ona we mnie jest. Ale fajnie wiedzieć, że inni również to dostrzegają. Szczególnie kiedy pada to z ust fachowca, a nie tylko Przyjaciółki. Czasem mam wrażenie, że jestem jak ciężki sprzęt budowlany.  Spychacz, który złą energię spycha na boki i toruje drogę. Bywam i walcem…rozgniotę, rozpłaszczę, zniweluję…

Ale…no właśnie czasem i sprzęt się psuje.
Powinnam się cieszyć, bo jest z czego. A paradoksalnie powód do radości przynosi zmartwienie. Kłopoty jak najbardziej wymierne. Zaprząta to moje myśli, truje duszę, a nie mogę sobie na to pozwolić. Ze względu na konsekwencje.
Ja to wiem. Teorię mam w małym paluszku. W praktyce ogromne osiągnięcia, a wciąż zdarzają się potknięcia.
Wczoraj kładąc się do łóżka miałam pod powiekami zamiast marzeń wiele planów na dziś. Dziś wstałam i poczułam się jak balonik, z którego zeszło powietrze. Może uda mi się coś z nich zrealizować, o ile mój własny ciężki sprzęt wyruszy na drogę…
Reklamy