Rozleniwienie…

Na wpółleżąc wciąż jeszcze  w garderobie nocnej z laptopem na kolanach, wdycham świeże, wiosenne powietrze ( okno dachowe uchylone) i słucham jak od czasu do czasu pieje kogut i kukułka się odzywa. A we mnie odezwał się leń. Ok, no i co z tego, że godzina nieprzyzwoita, że środek tygodnia, że lodówka na odmrożenie czeka, a prasowanie leży odłogiem już któryś dzień. O oknach nie wspomnę, ale zamiast przy nich wolę się gimnastykować na długich spacerach;)

Zaraz wstanę, bo szkoda  tak pięknego dnia…ale…
Czasem tak mam, że wstaję rano  tylko po to, by zejść na dół po kawę, dziś również po kefir z miksowanym bananem i orzechami, potem włączam laptop lub biorę książkę do ręki. Dziś padło na komputer 😉
I nigdzie się nie spieszę. I do niczego się nie spieszę.
Hoduję w sobie lenia, bez żadnych wyrzutów 😉
Wiecie, że dom nocą wcale nie śpi? Wydaje różne odgłosy, których nie słyszy się w ciągu dnia. Nie wiem co mnie obudziło w nocy. Cisza również może być głośna, szczególnie wtedy, gdy się samej jest w domu 😉
Reklamy