Wystarczy o czymś innym i już jest pięknie :)

   Niedawno spotkałam dawno niewidzianą znajomą. Spotkałyśmy się przed gabinetem lekarza specjalisty.
 Znajoma zaraz po przywitaniu (niepytana) opowiedziała mi swoją historię związaną z powodem wizyty. Z  jej ust, pełnym strumieniem wyleciały  różne terminy medyczne, których nawet nie próbowałam zrozumieć, opisy operacji, dolegliwości itp. Z każdą minutą coraz bardziej byłam tą wiedzą przytłoczona, a w głowie świdrowała mi tylko jedna myśl: po co mi to wiedzieć? I nagle usłyszałam pytanie:
– No a Ty z czym ?
– Co z czym ?- w pierwszej chwili nie zaskoczyłam, bo szczerze mówiąc, próbowałam się jakoś wyłączyć.
I w tym momencie  otworzyły się drzwi do gabinetu, zwalniając mnie z odpowiedzi.
 Gdy z ust pani doktor usłyszałam podobne pytanie, to odpowiedziałam, że ja tu tylko z wynikiem, który na szczęście jest dobry i choć boli dalej, to chyba musi boleć. No bo kogo dziś kręgosłup nie boli? 
Pani doktor  niezupełnie moją tezę poparła i przepisała rehabilitację.
Gdy wyszłam z gabinetu, znajoma znowu mnie dopadła, ale tym razem próbowałam zapobiec informacjom zdrowotnym, pytając jak tam dzieci i co ogólnie słychać. Niestety po  kilku zdaniach oznajmujących  gdzie które  się uczy i jakie ma zajęcia dodatkowe, znajoma znowu weszła na temat zdrowotny, tym razem dotyczący dzieci.  I kolejny raz  otwarcie  gabinetowych  drzwi  uwolniło mnie od kontynuacji tematu. Jednak  zanim  znajoma zniknęła za drzwiami, jeszcze zdążyła mnie zaprosić bym ją odwiedziła.
Nie wiem tylko po co? Nie jestem ciekawa zmagań ze zdrowiem całej jej rodziny. Krótkim spotkaniem zwyczajnie byłam przytłoczona. Nie widziałyśmy się kilka dobrych lat i nie byłam nastawiona na takie zwierzenia. Wracając  do domu, w myślach szukałam jakiegoś usprawiedliwienia zaistniałej sytuacji. W końcu miejsce spotkania mogło mieć wpływ na  poruszony temat, a moje zdawkowe yhm, hmm i inne pomruki zachętą do tego typu zwierzeń. Być może.
Tylko do tej pory miałam takie wrażenie, że to osoby starsze, nudząc się pod drzwiami gabinetu, lubią rozprawiać o swych rozległych dolegliwościach.
Znajoma jest młodsza ode mnie  o kilka lat.
A może temat zdrowia to temat zastępczy jak ten o pogodzie?
Znajoma  przecież nie jest wyjątkiem, bo często  jestem świadkiem rozmów o chorobach. 
Przeważnie niemym, ale zdarza mi się w nich  też uczestniczyć. (Niestety taki urok częstego bywania w poczekalniach do lekarza).
Mam  wtedy wrażenie, że człowiek chory o niczym innym z drugim chorym nie potrafi  rozmawiać.
By uniknąć takich sytuacji i jednocześnie zabić czas oczekiwania, zawsze  zabieram  ze sobą  coś do czytania. Przez ostatnie dwa lata moich wędrówek po różnych  gabinetach, tylko  jeden raz,  jakiś pan zapytał  mnie o recenzje tego, co czytam. I zanim wszedł do lekarza, to sobie miło pogawędziliśmy, bynajmniej nie o tym  co nam dolega 😉 Wychodząc z gabinetu uśmiechnął się do mnie i życzył pięknego dnia. I w tym momencie ten dzień takim był 😉
 
Ale żeby nie było, ja  doceniam uzyskane  pod gabinetowe  informacje: o lekarzu, metodach, lekach i różnych placówkach. Czasem są bezcenne! Ale jak słyszę coś w stylu: ale co tam pani/panu, mnie to dopiero… i  w tym momencie leci szczegółowa opowieść  o stanie zdrowia, często bardzo  intymna, to mam ochotę zwiewać, gdzie pieprz rośnie.
 
Ale i tak najbardziej mnie osłabiają  bezpośrednie pytania, osób, które nie zwracają w ogóle uwagę na to, że ktoś nie ma ochoty na tego typu rozmowę.
 Odbieram je jako pytania bezczelne, naruszające  moją czy innych prywatność.