Bez odpowiedzi…?

   Każdego dnia  człowieka spotyka nieszczęście. Wiele osób odczuwa ogromną niesprawiedliwość i pozostaje z pytaniami bez odpowiedzi  lub z ogromnym poczuciem winy. Czasem to poczucie winy jest tak mocne, tak głębokie, tak bolesne, że trzeba je zagłuszyć i znaleźć  za wszelką cenę innego winnego. Bo wtedy łatwiej zrozumieć.
Co czuje rodzic, gdy  nagle w wypadku  traci swoje dziecko, trudno sobie to nawet wyobrazić. Ten ból, tę rozpacz rozdzierające serce, całe ciało. Nawet nie próbuję.
 
 Nastolatek zabił się na motorze. Jadąc w miejscu zabudowanym, stracił panowanie nad pojazdem. Nastolatek nie miał prawa nim jeździć, był za młody, bez uprawnień.
Motor dostał od rodziców. Pozwolenie na jazdę również.
Stało się. Tragedia to wielka, dla rodziny, przyjaciół, znajomych, sąsiadów. Całej społeczności, bo kiedy odchodzi młody człowiek, dziecko jeszcze, to nie ma chyba osoby, której to nie zaboli. Rodzice za wszelką cenę chcą znaleźć winnego, choć nic nie wskazuje, aby ktoś jeszcze brał udział w wypadku…
 
  Kolega, który odwiedził nas w pierwszym dniu nowego roku, wspomniał o znajomym, który pokłócił się ze swoim nastoletnim synem, a ten wyszedł z domu i się…powiesił. Zakończył to konkluzją, że teraz  strach cokolwiek powiedzieć dzieciom, bo mogą targnąć się na swoje życie.  Kilka dni później Misiek poinformował, że kolega z równoległej klasy popełnił samobójstwo przez powieszenie. Wiadomo tyle, że to sytuacja  panująca w domu skłoniła go do tego kroku (zostawił list ).
 
Bycie rodzicem to ogromna odpowiedzialność. Brak wyobraźni może kosztować życie. Brak zrozumienia, dialogu, konsekwencji, kompromisu -również.
 
Trudno odpowiedzieć sobie na pytanie, co skłania młodego  człowieka do tak drastycznego kroku. Nieprzystosowanie do życia, które wymaga od niego coraz więcej i więcej ? Rodzice, nauczyciele, całe otoczenie wymagają  od  młodego człowieka by dawał sobie rade  ze wszystkim.  Stawiając przed nim coraz nowe zadania, oczekują sukcesów nie porażek. 
 
Świetny uczeń w szkole podstawowej i gimnazjum dostaje się do renomowanego liceum, gdzie wokół niego sami zdolni i z ambicjami. Rodzice się cieszą i już planują karierę syna czy córki. W końcu to takie proste: oni zapewniają wikt i opierunek, dodatkowe zajęcia, a dziecko ma się piąć wysoko po szczeblach szkolnej kariery. Wywierana presja jest czasem tak ogromna, że zwyczajnie przytłacza młodego człowieka, który kiedyś świetny ze wszystkich przedmiotów, teraz średnio daje sobie radę, by ogarnąć wszystko. A rodzicom trudno zrozumieć, że ich  do tej pory  cudowne dziecko  już nie przynosi świadectwa z czerwonym paskiem. 
A może to rodzice są nieprzystosowani? Ze swoimi wymaganiami i postrzeganiem świata poprzez pryzmat przyszłej kariery? Zapomnieli już, co  deklarowali, kiedy ich dzieci były małe, że najważniejsze jest dla nich, by były zdrowe i szczęśliwe.  Szczęśliwe, czyli dokonujące własnych wyborów.
A ci, co nie zapomnieli, przymykają oko na poczynania dziecka, które z lenistwa zawala szkołę. Dalej sponsorują pełnoletnie dziecię, łożąc na jego utrzymanie i potulnie czekają, aż się na coś zdecyduje, nie naciskając zbyt mocno, bo jeszcze coś mu nieodpowiedniego do głowy strzeli.
Rodzice dbają, żeby nic nie brakowało ich dzieciom. Materialnie, spełniają ich zachcianki. I myślą, że dobrze wypełniają swój obowiązek rodzicielski. Gdy dochodzi do tragedii, nie potrafią zrozumieć ich przyczyn, zostają z pytaniami bez odpowiedzi… 
 
To oczywiście skrajne, ale niestety  występujące przypadki.