Ślisko…

Zima weszła w swą najbrzydszą i najniebezpieczniejszą fazę. Marznące opady, mgły nieźle utrudniają poruszanie się nie tylko kierowcom, ale również i pieszym. Bum na złamania kończyn i obicia wszelkich części ciała właśnie nastał.

Gdy wychodziłam z domu, to moja przyczepność do podłoża funkcjonowała należycie. Żadne zachwiania równowagi nie były mi groźne. Bezpieczna w swoich  antypoślizgowych śniegowcach ruszyłam przed siebie. Choć nie powiem,  były miejsca gdzie z pewną dozą podejrzliwości stawiałam stopy. Jednak  nie doznałam żadnego, nawet najmniejszego poślizgu, mimo że na naszych chodnikach powstały góry lodowe 😉 Po dwóch godzinach, gdy wracałam do domu tą samą drogą również nie doświadczyłam nawet najmniejszego zachwiania równowagi. Kiedy została mi tylko do pokonania droga od furtki i schody, żeby znaleźć się bezpiecznie w domu, zobaczyłam, że wbiegającemu na schody psu rozjeżdżają się łapy. Ledwo zakodowałam, by ostrożnie  na nie wchodzić, a już siedziałam  przed nimi na mocno obolałym tyłku. Zdziwiona, bo pośliznęłam się na kratce służącej do wycierania butów. Na szczęście to tylko tyłek, złamać się nie dał 😉 A Maksio patrzył z góry, że z jego pani taka niezdara 😉

A mówili w telewizji, żeby z domu nie wychodzić 😉