Policjant też człowiek?

   Wiem, wiem, że pytanie w tytule jest dość prowokacyjne i wcale nie chcę całej władzy w szaroniebieskich mundurach wrzucać do jednego worka i pozbawiać ich człowieczeństwa. Wiadome jest przecież, że z brakiem tej cechy borykają się przedstawiciele różnych profesji i nie od wykonywania zawodu to zależy. 

 Pech sąsiada od rana nie opuszczał. Spieszył się do miasta, by w urzędzie sprawę załatwić, a tu auto jak śnieżny bałwan wygląda, na dodatek z przymarzniętym zamkiem. I żeby wyjechać z podwórka na drogę, musiał  nie tylko samochód odśnieżyć, ale również  solidnie łopatą pomachać. Ale takie  są uroki zimy i można było to przewidzieć. Więc choć klnąc pod nosem, to jednak  energicznie zabrał się do roboty.  Kiedy po prawie godzinie zmachany wsiadł do auta, szczęśliwy, że może już jechać,  jednego nie przewidział, że po niecałych 5 metrach zostanie zatrzymany.  Przez czekających „na okazje” mundurowych w nieoznakowanym pojeździe. Pech nie opuszczał sąsiada, bo okazało się, że nie ma przy sobie dokumentu świadczącego, że ma prawo do jazdy. Na nic tłumaczenia, że może w ciągu minuty je dostarczyć, bo ledwo z domu wyjechał. Mandat wlepili z uśmiechem.
No cóż, trafił na WŁADZĘ, nie na człowieka.
Pech.
Muszę się przyznać, że mnie  często się zdarza  jeździć po okolicy bez dokumentów. Podczas kontroli albo sama dowoziłam lub przywoził je mąż, jeśli był gdzieś w zasięgu. Za brak nigdy nie zostałam ukarana. Tym bardziej, teraz kiedy można sprawdzić w systemie, czy posiada się prawo jazdy, czy nie. A wszystko zależy od kontrolującego policjanta, czy ma taką wolę, czy nie, czy jest człowiekiem, czy też nie.
W naszym rejonie   ostatnio  u mundurowych  ciężko o ciepłe odruchy. Świadczy o tym  również pewne wigilijne wydarzenie.
Sąsiedzi podczas wigilijnej kolacji mieli niezapowiedzianego gościa. Sam wszedł do domu, na tyle cicho, że nikt go nie słyszał i dopiero kiedy  jeden z biesiadników wszedł do kuchni, odkrył, że ktoś obcy siedzi przy stole. W pierwszym odruchu chcieli wyprosić, bo gość nieszczególnie wyglądał, a mówił tak, że nikt z obecnych zrozumieć go nie mógł. Jednak to szczególny wieczór, a za oknem mróz, więc nakarmili i napoili wędrowca, który nie wiedział, dokąd idzie i skąd. Za każdym razem mówił inną nazwę miejscowości.  Ubranie  miał nieodpowiednie na tę porę roku- letnia kurtka  na nogach drewniaki. Zawiadomili policję, bo  najpierw podejrzewali, że człowiek ten mógł uciec z więzienia, a potem, że ma pomieszane zmysły.  Lub po prostu jest bezdomny. Coś było z nim nie tak..Policja i owszem zabrała go ze sobą…by -jak się później okazało -wypuścić go wolno, nawet nie dowożąc na komisariat.  Nocą, na mróz, na ziąb…Człowieka nieodpowiednio ubranego, który nie wie, dokąd zmierza.
No cóż,  serce policjantów zmroził lód.
A sąsiedzi się zastanawiają, czy dobrze zrobili, wzywając policję, no ale co w takiej sytuacji mogli innego zrobić?