Podobno kryzysu nie ma…

  Podobno na święta wydamy więcej pieniędzy niż w tamtym roku. I to nie z powodu tego, że wszystko jest droższe. Podobno w tamtym roku bojąc się kryzysu, mocno zacisnęliśmy pasa. Podobno zupełnie niepotrzebnie.  Podobno  w tym roku na święta każda rodzina  wyda 1800zł-  tak donoszą media. Hmm… zważywszy, że mamy dwucyfrowe bezrobocie i gros ludzi pracuje za minimalną stawkę, to podana kwota wydaje się mocno zawyżona. No, ale Polak potrafi i postawić się i zastawić, więc pożyczki świąteczne pewnie już mają duże branie. Tak jak karp, który na wielu stołach musi się znaleźć. No bo jak tu świętować bez karpia? Więc powinien mnie  zdziwić  szturm na sklepy, w których ta ryba jest niewiele,  bo tylko o złotówkę tańszą, niż w innych punktach sprzedaży. Jak również to, że gros moich znajomych i znajomi znajomych zrezygnowało z zakupu prezentów. Obdarowane mają być tylko dzieci.

 Bo, gdy do stołu wigilijnego siada liczna rodzina, to obdarowanie  dorosłych  jej członków bywa  dość skomplikowane lub kosztowne, albo jedno i drugie. Szczególnie że gros osób w wigilijny wieczór nie tylko przy jednym stole zasiada. Inaczej obraza w rodzinie-  albo rodziców, albo teściów.
Ale mnie to wcale, ale wcale nie dziwi. Mimo tego, że podobno nasze portfele mają się dobrze. 
Pytanie tylko, kto to mówi?