Piątek sygnałem do picia…?

   Do domu wszedł syn gospodarzy z kolegą. Chłopcy zza pazuchy wyciągnęli piwo i postawili  na ladzie kuchennej. Gospodarz domu spojrzał krytycznym wzrokiem na 6 butelek stojących na blacie  i powiedział:

– Zamiast tego piwa, kupiliby flaszkę wódki, taniej i zdrowiej by ich wyniosło.
Pani domu widząc, jak mnie się robią  okrągłe oczy ze zdumienia, szybko dodała:
– Przecież piątek dzisiaj…
Nie ukrywam,  że reakcja rodziców na  spędzenie przez ich syna  piątkowego wieczoru, trochę mnie zaskoczyła.  Owszem, syn pełnoletni, ale jeszcze nastoletni i uczeń. I nie uważam,  aby standardem było picie alkoholu w każdy weekend.  Mam  syna mniej więcej w tym samym wieku, który  na każdy weekend z Dużego Miasta wraca do domu i  z tego powodu, że nie uczestniczy w imprezach lub wyjściach do klubu, czyli  omija go  potencjalne picie alkoholu, to  nie przynosi go domu, nie siada przed telewizorem czy komputerem i nie pije na oczach rodziców.  Nie chcę wyjść tu na osobę naiwną, mówiąc, że w ogóle alkoholu do ust nie bierze i  że nie chodzi na imprezy. Owszem zdarza się, że w piątek zostanie w mieście, a  w tygodniu  imprezę typu „osiemnastka” zaliczy, ale sam piątek, czyli rozpoczęcie weekendu nie jest dla Niego sygnałem do picia. A dla  wielu młodych ludzi tak właśnie  jest, co potwierdził również program w TVN, w którym  niepełnoletnie dziewczyny opowiadały o swoich  weekendowych imprezach, na których   zaliczały zgon- czyli upijały się do nieprzytomności. A ja się pytam, gdzie są  ich rodzice? Czy nie wiedzą, czy udają, że nie wiedzą, jak  ich dzieci  spędzają wolny czas? Spokojnie  śpią, kiedy ich nastoletnie dziecko, ledwo trzymające się na nogach,  wraca do domu nad ranem ? Czy  jak moi znajomi, akceptują taki stan rzeczy,  bo przecież jest piątek lub  sobota i młodzież musi się wyszaleć?
 Sama jestem matką, która swojej  niepełnoletniej  córce pozwalała chodzić do dyskoteki. Ale zawsze na nią w nocy czekałam lub  często z takiej imprezy odbierałam, wcześniej ustalając, do której godziny może się bawić.  
Nie rozumiem też tych  rodziców, którzy w pełni akceptują zakrapiane weekendy swoich dzieci,  tylko z tego powodu, że  są już pełnoletnie. No i co  z tego, jeśli wciąż mieszkają z nimi, chodzą do szkoły i są na rodziców garnuszku? Czy nie widzą jakie zagrożenie się z tym wiąże, że to prosta droga do uzależnienia? Pomijam już aspekt braku pomysłu na fajne spędzenie wolnego czasu przez młodego człowieka, dla którego tylko  obalenie kolejnej flaszki  pozwala zaliczyć taki weekend za udany. I nie wiem komu tu współczuć, młodemu czy jego rodzicom? Kim potrząsnąć, że piątek przecież nie musi być hasłem do picia…
Filozofia, że gdyby wyszedł z domu to i tak by wypił, więc niech sobie wypije z kolegą  przed telewizorem lub komputerem,  jakoś do mnie nie przemawia…
A do Was?