Jak pozbyć się klipsa, który nie dodaje uroku ;)

 Kilka tygodni temu, gdzieś w połowie września kupiłam sobie kurtkę. Zupełnie przez przypadek, bo oczywiście biegałam za czymś innym. Kurtka z tych bardziej jesiennych niż zimowych, po powrocie do domu wylądowała w szafie stojącej  w pokoju na górze. Gdybym  może  ją powiesiła w garderobie, to szybciej bym sobie o niej przypomniała- w celu oczywiście ubrania.  Ale  w końcu nadszedł  moment wyjęcia jej z szafy. Najpierw jednak  w ruch poszły nożyczki, by pozbyć się wszystkich metek, i tu – ZONK. Oczom nie wierzę, zabezpieczający przed kradzieżą klips pozostał. Wkurzyłam się” straszebnie”, ale że właśnie mieliśmy z mężem jechać przez Średnie Miasto do Dużego Miasta, postanowiłam zajechać do sklepu, w którym  ową kurtkę nabyłam.  W związku z tym zaczęłam poszukiwania paragonu. Bez skutku, coraz bardziej zła, zła na siebie, bo wyglądało na to, że opacznie się go pozbyłam. Jednak przy okazji znalazłam z tego samego sklepu paragon szala i coś mnie się kołatało, że to było  w tym samym dniu, bo dobrze pamiętam sytuację zakupu- ja się po tę kurtkę wróciłam, gdyż od razu gryzły mnie wyrzuty sumienia, typu: Czy kolejna jest mi potrzebna? Wiedząc mniej więcej, kiedy zakup dokonałam, liczyłam na to, że ekspedientka nie weźmie mnie od razu za złodziejkę, sprawdzi w komputerze i w  rezultacie tego ten klips mi zdejmie.
Wchodząc do sklepu z reklamówką firmową tegoż, a  w niej kurtką, na bramce zaczęło piszczeć. Oczy wszystkich ekspedientek spoczęły na mnie, a ja z rozbrajającym uśmiechem, ale jednak zaskoczona (że piszczy) mówię:
– To kurtka zakupiona u was- i wyłuszczam całą sytuację.
– Nie ma problemu, proszę o paragon – słyszę w odpowiedzi
– Szkopuł polega na tym, że go nie mam- odpowiadam
– No to my  absolutnie nie możemy ściągnąć tego klipsa. Proszę poszukać jeszcze raz paragonu, może się znajdzie.
–  Nie znajdzie się, szukałam wszędzie- jęknęłam- ale chyba możecie sprawdzić, czy tego dnia był taki zakup; wiem, powinnam mieć paragon, ale przecież to nie moja wina,  że ten klips pozostał.
Wiem, jak to wygląda: przychodzi baba z rzeczą zakupioną ponad miesiąc temu bez paragonu i domaga się, by zdjęto jej klips zabezpieczający przed kradzieżą.  Dlatego w sumie liczyłam tylko na dobrą wolę. Okazało się, że pani  w komputerze  sprawdzić nie może, bo tylko ma dane do miesiąca, ale napisze e-mail do Francji do osoby, która ewentualnie może to zrobić;  problem tylko taki, że ta osoba jest teraz tydzień na urlopie, ale dostałam telefon, by się dowiadywać.
– Ale wie pani co, ten klips można zdjąć, niech pani mąż czymś ostrym go przepiłuje.
Oczy mi się zrobiły jak spodki i mówię:
– No, ale ja nigdy czegoś takiego nie robiłam, chciałam tu legalnie, gdzie zakupiłam.
– No ja też nie robiłam, ale wiem, że tak można- i oddała mi kurtkę w reklamówce…
Wychodząc ze sklepu bramki nie zapiszczały!!! Stanęłam i mówię:
– Teraz wiem, jak mogłam wyjść z klipsem, piszczy jak z towarem wchodzę ale nie robi tego, jak wychodzę.
Na to słyszę:
– Tak bardzo często się dzieje.
No to ja tu czegoś nie rozumiem!!!
Klips powinien zabezpieczać przed wynoszeniem towaru, czyli przed kradzieżą, a nie przed wnoszeniem!
ZONK!
W Dużym Mieście, będąc na kawie z Przyjaciółką, opowiadam całe zdarzenie i słyszę:
– Że ci się chciało jechać z tą kurtką do sklepu, przecież można się tego klipsa pozbyć samemu.
– A co, też  tak coś kupiłaś?
– No jasne, i sama nie dałam rady, ale (tu pada imię jej męża) to zrobił. Wiesz trzeba najpierw połamać ten plastik, a później tak zgniatać tę szpilę, by przez dziurkę przeszła- i o to dostałam drugą instrukcję pozbycia się kłopotu.
Po spotkaniu Przyjaciółka pojechała do dentysty, a ja skorzystałam, że na kawie byłyśmy w centrum handlowym, weszłam do sklepu za bluzką koszulową. Stojąc przy  kasie, trafiłam na miłą ekspedientkę i gdy po wymianie kliku zdawkowych zdań, kiedy chciałam już odejść, słyszę:
– Proszę paragon jeszcze…
– No tak, paragon ważna rzecz- i tu opowiadam historię z kurtką.
– To żaden problem, mąż niech weźmie kombinerki i niech ciągnie, bo to na magnes jest, więc kręcenie nic nie da.
I o to w ciągu jednego dnia otrzymałam 3 instrukcje ściągnięcia klipsa…
Najpierw pomyślałam, że poczekam ten tydzień, może uda się ściągnąć  legalnie w sklepie, w którym kupiłam.
Po dwóch dniach nie wytrzymałam i zmusiłam męża, by uwolnił kurtkę o tego swoistego rzepa 😉
Nie wiem jak to zrobił- wziął kurtkę do piwnicy i przyniósł już bez tej ozdoby.
Szczerze, wcale ulgi nie poczułam, że pozbyłam się kłopotu.
Ubrałam kurtkę, włożyłam ręce do kieszeni i …zamarłam…wyciągnęłam PARAGON w  swej okazałości.
Odnalazł się pięć minut po całej tej operacji 😉
Ale ile przy okazji zdobyłam informacji 😉
BEZCENNE.