Czułość- (nie)zawsze okazywana mimo miłości…

 Wysyłam Miśkowi SMS-a o treści: za pół godziny będę u fryzjera w Galaxy. Gdy już jestem na piętrze, gdzie mieści się salon, widzę stojącego  syna z kolegą, podchodzę niezauważona i  próbuję Go zaskoczyć, zasłaniając mu oczy, ale zdążył się odwrócić. .Spontanicznie  przytulił mnie i dał buziaka. Przedstawił mi kolegę, przywitałam się i jednocześnie się pożegnałam, umawiając się z Miśkiem  na obiad, gdy tylko wyjdę z salonu fryzjerskiego. Fryzjerka zaproponowała dla moich włosów jakąś  dodatkową kurację pytając się, czy mam czas. Odpowiedziałam,  że nie bardzo, bo syn na mnie czeka.

– A to był pani syn…
– No tak- i nagle zrozumiałam jej spojrzenie, kiedy witała mnie w otwartych drzwiach…
 Publiczne okazywanie  czułości mamie, przez prawie dorosłego syna widocznie nie jest zbyt częste. A było to tylko przywitanie 😉
A może sobie pomyślała,  że dojrzała kobieta znalazła sobie smarkacza ?;) Nie wiem…dla mnie takie zachowanie Miśka to normalka, chociaż…
 
Nie należę do osób zbyt wylewnych. Uczuciowo wylewnych, czyli nie bardzo okazuję swoje uczucia na zewnątrz. Nie rzucam się z radością na szyję przy każdym przywitaniu ani buziakami się nie żegnam. Choć oczywiście zdarza się. Ale nie mam takiej wewnętrznej potrzeby, żeby z  każdym i przy każdej okazji. I oczywiście nie mam tu na myśli obce mi osoby, ale swoich bliskich. Również nie rzucam się z przytulaniem i buziakami do małych dzieci, które co jakiś czas pojawiają się w rodzinie lub u przyjaciół. Ostatnio się tak zastanawiałam i doszłam do wniosku,  że  jestem na bakier z okazywaniem czułości wobec bliskich. Nie mylić to z troską i miłością.
Dlatego Misiek nie ma we mnie zbyt dobrego wzorca, a jednak nie ma z tym żadnego problemu. Jak ja z odwzajemnianiem.
Może to pokrętne jakieś, no ale ja już tak mam, że łatwiej z odwzajemnianiem niż własną inicjatywą.
 
    Znam kobiety,  które w braku buziaka na dzień dobry i w nieprzytuleniu się przez cały dzień do swego partnera doszukują się już oznak zlodowacenia, a przynajmniej ochłodzenia temperatury uczuć w  ich związku.  Dla mnie to brak rozmowy byłby takim sygnałem. Nie chcę przez to powiedzieć,  że w ogóle nie potrzebuję takiej codziennej bliskość, bo tak nie jest. Ale przeważnie to jest inicjatywa męża, ja jakby o tym zapominam. Więc gdy i On zapomni, ja nawet tego nie dostrzegam 😉 Już tak jestem skonstruowana, że to słowa, ton, temat- czyli wspólny dialog daje mi ocenę naszych wspólnych relacji. To wszystko oczywiście dotyczy dnia. O nocy- cicho sza 😉
Ale  właśnie to jaka jestem w  okazywaniu uczuć poprzez gesty, spowodowało we mnie rozważania -jaki to ma wpływ na zachowania  naszych dzieci w dorosłym już życiu. Czy te częściej przytulane, całowane też tak będą się zachowywać i nie będą miały oporów w okazywaniu na zewnątrz swoich uczuć?  Czy to jednak bardziej zależy od osobowości małego, a potem już dużego człowieka?  I nie chodzi mi tu o poczucie,  a raczej o brak poczucia rodzicielskiej miłości. Zakładam, że ono jest niezależnie od intensywności przytulania i całowania. W końcu przychodzi taki moment, gdy dziecko z tego wyrasta, ba, wręcz się wstydzi. No właśnie, ile razy to rodzice, a szczególnie mamy słyszą: przytulaj, całuj, bo niedługo ci na to nie pozwoli…Czyli co,  z tego się wyrasta?
Jak widać, Misiek z tego nie wyrósł, a nie przypominam sobie, by był na każdym kroku przytulany i całowany. Za to zamęczał nas rozmowami, a nam się z nim świetnie dyskutowało, choć nie raz zapędził nas w kozi róg 😉 Jedno jest pewne, mam bardzo dobre relacje z synem i to właśnie procentuje,  że w miejscu publicznym przytuli mamę i z dużą przyjemnością zje z nią obiad,  zamiast ten czas spędzić z kimś bardziej wiekowo odpowiednim 😉