Jesienne dołeczki…

 Jak tu nie złapać jesiennego dołka, jeśli  listopad-  najbardziej przeze  mnie nielubiany miesiąc- stoi za progiem i straszy?  I nie pomoże fakt, że to mój imieninowy miesiąc, gdy jego początek to wspomnienia o tych, co odeszli.  Tak bardzo namacalne i intensywne jest wtedy poczucie przemijania i poczucie straty,  z upływem lat coraz większej przecież.  Bo  coraz więcej bliskich odchodzi. Mgliste, zimne poranki nikogo nie nastrajają optymistycznie, ani  zmierzch zapadający wcześniej – w końcu letni czas już się kończy.  A ze mnie, jak z przekłutego  balonika uchodzi optymizm na samą myśl o listopadowej aurze. Jeszcze  w środę, choć wyjeżdżałam we mgle, to po drodze otuliło mnie słonce, a mijane drzewa swymi kolorami zachwyciły. Mimo że celem mojej podróży do Dużego Miasta były dwa szpitale, to kawa u Przyjaciółki, sos grzybowy u mamy, rozmowa na klatce z Tuśką (wracała  z uczelni a ja gnałam dalej ) fryzjer i spotkanie na obiedzie z Miśkiem -dodały mi skrzydeł, choć gdy wróciłam do domu, to nawet na rozmowę z mężem już nie miałam siły. Musiało wystarczyć czułe przywitanie 😉 Dziś za oknem szaro,  na termometrze tylko 5 stopni, wiatr liście porywa do tańca, i zapach deszczu w pobliżu. Moje ręce grzeją się od kubka z herbatą z miodem i cytryną…na chwilę muszą się oderwać, by otworzyć  białą kopertę. Serce mocno kołacze, oczy przebiegają w tempie błyskawicy tekst, by znowu,  od początku już wolniej przeczytać te kilka linijek. Mogę odetchnąć z ulgą, chyba… Nie stwierdzono komórek nowotworowych, a zmiana w lewym płucu raczej przemawia za stanem zapalnym. To jeszcze trzeba zweryfikować u lekarza, ale  ja już oddycham pełną piersią.  Kilka telefonów, kilka SMS-ów…i z Wami się dzielę 🙂 Wasze kciukowanie miało sprawczą moc 🙂 Dzięki wielkie 🙂

 
Już mi listopad nie groźny, nie wolno marnować czasu na narzekanie, na wygrzebywanie się z dołków. Po co? Lepiej po prostu w nie nie wpadać…
      ***
Miałam nie wspominać, ale akurat wyniki zbiegły się w czasie i trudno ten temat ominąć. Przeczytajcie dziś „Gorący Temat” na Onecie. Jest dziś poruszony temat, który opisywałam już na blogu w związku z pewnym poleconym  postem. Autorka dzisiejszego artykułu za moją wiedzą zacytowała kilka moich komentarzy…nick został zmieniony, ale ci, co mnie czytają rozpoznają moje słowa:)  Ale nie dlatego POLECAM ten artykuł, ale dlatego, że wart jest przeczytania!!!