Powrót do…własnej rzeczywistości :)

   Jestem…wypoczęta, uśmiechnięta i powoli wkraczam w rytm, który na jakiś czas porzuciłam z racji wakacji 😉 Powoli, bo kiedy wysiadłam z samolotu, to już na płycie lotniska przeżyłam SZOK- termiczny! Dwadzieścia  dwa stopnie mniej, mocno  dało  się odczuć i kompletnie stłumiło radość z powrotu.Tak, ja się zawsze cieszę, że już wracam, mimo że spędzone chwile na wyjeździe należą do tych niezapomnianych. Ale gdzie jest lepiej niż pod własnym dachem? Nawet jeśli sama już musisz  słać łóżko, sprzątać i przygotowywać posiłki, choć jeszcze kilka godzin wcześniej  ktoś za ciebie to robił, i wszystko było na wyciągniecie  ręki, a ty zanurzona w błogostanie, trzymając  w ręku kolorowego drinka z parasolką, sama pod parasolem na plaży  oddawałaś się lenistwu 😉 Tak, stanowczo lubię własny dom :)))) Więc mimo że tam gdzie byłam, było cudnie i przyjemnie, to cieszę się z powrotu do domu i spania we własnym łóżku 🙂 Jedno co mnie tylko przeraża, to nadchodząca zima…Ale słońce ze sobą przywiozłam ;)) Gdyby jeszcze choć te 10 stopni więcej…ech, ale widocznie to już byłby nadbagaż 😉

 
Jeszcze z jednego przyszło  się  nam niespodziewanie cieszyć. Mianowicie, że wakacje udały się nie tylko z powodu miejsca pobytu, pogody tam panującej, warunków hotelowych itp., ale, że nie zostały odwołane, skrócone,  drastycznie przerwane,  bo nasze biuro nie splajtowało. Szczęście przeogromne.  Jeśli na to, gdzie i w jakich warunkach będę spędzać wakacje mam jakiś wpływ i wybór, to na kondycję firmy, która mnie tam wysyła, już nie mam niestety żadnego.  Choć z tym wyborem też różnie bywa. I tu przyznać muszę, że ja mam przysłowiowego „nosa” do miejsc i hoteli, do których się udajemy na wakacje i nigdy się nie rozczarowaliśmy, wręcz rzeczywistość nas zawsze  na plus zaskoczyła. Nie sugeruję się katalogiem danego Biura Podróży i słusznie, co potwierdziła mi rozmowa z rodakami z naszego hotelu. Państwo ci zakochali się w folderze przedstawiającym inną miejscowość, a za tym, co idzie, inny hotel. Takie wrażenie na nich zrobił, że gdy okazało się, że nie ma tam miejsc, to byli mocno rozczarowani, że zmuszeni zostali wybrać inne miejsce. Chcieli naocznie zobaczyć to, co stracili i wypożyczonym autem się tam udali.  Nastawieni na niezapomniane widoki obiektu i okolicy przeżyli szok …i dziękowali opatrzności, że nie muszą tam spędzać wakacji. Umiejętnie zrobiony folder potrafi przedstawić mocno podkolorowaną rzeczywistość, która naocznie nie jest już taka kolorowa. Ba! potrafi być diametralnie różna…
  Na szczęście nasza okazała się piękniejsza w naturze 🙂 
 
miejsce codziennych kąpieli
 
a to miejsce odpoczynku od słońca w ciągu dnia, a wieczorem słuchania muzyki i szumu morza 🙂
kreta 454
 
Takich klimatów szukaliśmy wśród  uliczek miasteczka Malia
kreta 394
 
A takie znaleźliśmy w Ag. Nikolaos
kreta 380
 
A to Santorini…niestety, żeby tam się dostać trzeba  było popłynąć statkiem, po ostatnich moich doświadczeniach z tym środkiem lokomocji dałam za wygraną, stanowczo wolę latać 😉 Ale zdjęcie zrobione zostało w sierpniu przez Tuśkę 🙂