Rocznica…tuż…tuż ;)

 W najbliższą niedzielę minie 23 lata… Wspólne lata, różne lata…dobre lata, choć złych chwil również nie zabrakło. Chwil, a nie tygodni, miesięcy czy lat. A przecież to spory kawałek czasu, podczas którego mogło się wiele wydarzyć. I darzyło się i dobre i złe, ale to złe wspólnie pokonywaliśmy,  i wciąż  to robimy. Nie, nie mieliśmy żadnych kryzysów małżeńskich, choć nieraz słowa między nami jak bumerang latały…Złe, raniące…Ale zawsze szybko znalazły się te dobre, które wyleczyły rany. Życie wystawiło nas na różne próby, na szczęście z każdej wyszliśmy zwycięsko. Razem w szczęściu i chorobie…dlatego mogę spokojnie napisać, że już tak będziemy  razem, dopóki Siła Wyższa nas nie rozłączy… Taka pewność daje poczucie bezpieczeństwa i spokój, ale nie pozwala, by spocząć na laurach…Nie zawsze świętujemy  kolejny wspólny rok, bo nie czujemy takiej potrzeby. Choć jest to miłe, gdy ta data jest jakoś wyróżniona, jednak  w naszym przekonaniu  niekonieczne jakąś szczególną fetą 😉 Wystarczy mały gest…resztę odbijemy sobie później  😉

Ale tak naprawdę nie o gesty w tym dniu przecież chodzi, tylko o czyny przez całe wspólne życie. I choć wiele mogłabym sobie życzyć, to i tak myślę sobie, że spotkało mnie wiele szczęścia.  I choć kilka wyborów bym zmieniła, to tego jednego na pewno nie…A to w tej rocznicy przecież jest najważniejsze 🙂
Bo najważniejsze nie oglądać się z tęsknotą za siebie i nie rozpaczać, że tej dziewczyny i tego chłopaka już nie ma…A to, co ich kiedyś połączyło przeszło metamorfozę. Ale przecież  w niej  jest  im do twarzy równie dobrze…;) Bo wciąż się razem dobrze czują…I o to chodzi…