Partnerstwo – co tak naprawdę oznacza ?

   Tak się zastanawiam, czy moje małżeństwo to związek partnerski, czy też nie. I coraz bardziej dochodzę do wniosku, że raczej nie. Bo jeśli partnerstwo ma oznaczać wszystko  po równo, cokolwiek to znaczy, to w naszym przypadku to się nie sprawdza. Z drugiej strony, wiadomo przecież, że co jest dobre dla jednego, dla drugiego wcale nie musi. A i tak dążymy, szczególnie my kobiety do modelu partnerskiego,  analizując,  porównując inne związki, by ubrać go w jakieś normy i stworzyć ideał, do którego uporczywie dążyć chcemy.

Ale tak naprawdę w związku wszystko zależy od nas samych i umówienia się z partnerem. Czyli zwykłego dogadania się. Mnie nie przeszkadza, że mąż nie pierze, nie prasuje, nie gotuje i nie sprząta… No, chyba że w awaryjnych sytuacjach.  Ale  to  mi też nie przeszkadza  zazdrościć Przyjaciółce,  że Jej mąż robi przepyszną sałatkę i piecze smaczny sernik, a grillowanie to Jego działka…Jednak nie kruszę o to kopii. Bo tak się dogadaliśmy i już. A właściwie życie za nas postanowiło. Bo trudno, aby pewne obowiązki domowe czekały, aż mąż znajdzie na nie czas. Brudem i głodem byśmy zarośli 😉 No przesadzam, bo sam z siebie też za coś się czasem weźmie, a poproszony nigdy nie odmawia żadnej pomocy.
Był czas, kiedy pracowałam intensywnie  zawodowo i miałam te same obowiązki domowe. Ale i wtedy nie czułam się jakoś pokrzywdzona, choć pewnie nie raz byłam wkurzona, że czasu na wszystko brakuje.
Lecz nigdy nie dążyłam do równego podziału obowiązku…Z góry założyłam, że tu potrzebny jest kompromis i zrozumienie danej sytuacji. A już robienie wszystko razem- w moim przypadku to utopia. Może innym to się udaje, ale nie nam.
Czy chciałabym, by mój związek wyglądał inaczej?
Tak.
Ale nie dlatego, że nie jest partnerski, a domowe obowiązki mi ciążą. 
Tak, bo jest zdominowany przez pracę męża i wspólnego czasu mamy dla siebie zbyt mało.
Patrząc z boku na inne związki, często je krytykujemy lub podziwiamy i zazdrościmy. A przecież, choć mówimy o dwóch modelach, czyli o związkach partnerskich i o takich gdzie występuje  klarowny podział na kobiety pilnujące ogniska domowego i ich partnerów zajmujących się całą resztą, to przecież wariantów tych modeli jest tyle, co związków.
I dobrze…bo co jest dobre…
Więc nic na siłę….
Jeszcze dodam taki przykład…
Znam od początku  małżeństwo już  teraz ze sporym stażem. Na początku wszystko robili razem  lub mieli bardzo klarowny podział, typu: ty obierasz ziemniaki, ja tłukę kotlety. Nawet samochód prowadzili po równo, tzn. On jechał w jedną stronę, Ona wracała…i odwrotnie 😉
Dziś już niewiele robią coś razem…Coraz częściej   czas spędzają oddzielnie…ścieżki im się porozchodziły…
Jak widać, nie ma reguły.