Awantura w imię…czego?

Liczę jajka, kolejny raz, bo to nie taka prosta sprawa, gdy w tym samym momencie muszę odpowiadać na 55 pytań ;). I gdy kolejny raz się pomyliłam, słyszę rejwach dobiegający z telewizora. Odeszłam  na chwilę od tego  zajmującego zajęcia ;), by zobaczyć, co się dzieje. Nic nowego – awantura na całego o krzyż, który jedni chcą, a drudzy niekoniecznie. I to wszystko w imię miłości Bożej i poszanowania bliźniego. Przynajmniej tak twierdzą ci, co pokotem przed krzyżem, a nawet na krzyżu z krzykiem na ustach bronią jedynej słusznej racji. Tu ma stać i koniec! A jak nie, to postawimy następny, następny, następny…Za nic mają  wspólne ustalenia, kompromis wypracowany, i  gdzieś głęboko tych, co przeciwni w ogóle są. Mam wrażenie, że również nie obchodzi ich  dzisiejsza uroczystość i godne  jej  upamiętnienie. To oni są dziś ważni i ich krzyk. Wyłączam telewizor…wracam do jajek…

Tylko sobie tak myślę, zresztą nie pierwszy raz, że ci najwięksi gorliwcy, obrońcy swojej wiary i swoich racji, ci, co to  Bóg na ustach  im nie schodzi- w sercu go chyba nie mają. A przynajmniej Jego nauk i przykazań…
Reklamy