Nie tylko „na dobre „jest się razem…

Jeśli szukasz
swojej drugiej połówki, 
pamiętaj,
że żaden mężczyzna
nie jest nigdy za bardzo
inteligentny
i za bardzo bogaty.
Może być tylko, niestety,
za bardzo żonaty.
                    M. Czubaszek
 

 Są kobiet,y dla których fakt, że mężczyzna jest żonaty lub ma stałą partnerkę,  automatycznie go wyklucza  z grona potencjalnych kandydatów  na partnera. Ale niektórym to, że facet jest już zajęty, ma rodzinę, w ogóle nie przeszkadza, by złowić go w swoje sidła. Również są takie kobiety, które nieświadome niczego, angażują  się  w związek i gdy nagle prawda do nich dociera,  to jest już za późno…

Wczoraj nie mogąc zasnąć, a nie mając na podorędziu żadnej książki do czytania, włączyłam komputer, by poczytać sobie wiadomości na Onecie. I tak trafiłam na  

postktóry przeczytałam, bo w zajawce znalazło się kluczowe słowo: chemioterapia. Autorka zastanawiała się, czy ma prawo zbliżyć się do człowieka, który według niej jest stworzony dla niej i traktuje go jako szóstkę w totolotka, ale jego żona jest chora na raka. Zostawiłam komentarz, bo zawsze zostawiam, jeśli jakiś post już przeczytam, mimo że jestem pierwszy i być może ostatni raz u kogoś na blogu. Taką mam zasadę…Nie chcę oceniać autorki, bo nie znam przecież dokładnie sytuacji, w jakiej się znalazła, ale chcę napisać o niektórych zachowaniach partnerów życiowych chorych kobiet. Na swojej drodze spotkałam wiele pań, które zostały porzucone przez swoich mężów,  jak tylko dowiedzieli się o tej  przewlekłej, często  śmiertelnej chorobie. Również nierzadko brali nogi za pas podczas leczenia, wtedy gdy wsparcie jest najbardziej potrzebne. Podczas chemioterapii kobieta nigdy nie czuje się kobieco, i  tym bardziej boleśnie odczuwa dezercję partnera. To jest bardzo trudny czas dla obojga. Wiem, bo dwa razy już przez to przechodziłam. Dlatego ja w owym komentarzu napisałam, że nie miałabym zaufania do człowieka, który  w takiej sytuacji opuszcza swoją żonę, nawet, jeśli robi to tylko psychicznie. Pomijam cały aspekt budowania czegoś, gdy inne wciąż jeszcze trwa, choć być może są to już tylko  zgliszcza. Pomijam. Wiem jedno, żadne zauroczenie i fantazje nie przysłoniłyby mi faktu, że w momencie, gdy kobieta walczy ze sobą, ze swoimi słabościami, ale przede wszystkim ze skorupiakiem, to najbliższa  osoba, jaką jest  jej życiowy partner,  w tym momencie   ją  zostawia. Nieważne czy fizycznie, czy tylko psychicznie…  Gdy widzi w lustrze nie swoją twarz, gdy często jest okaleczona ze swojej kobiecości, to przeglądając się w oczach swojego partnera, powinna wciąż czuć się piękna. Nawet  bez włosów  na głowie.  Dlatego dla  mnie taki człowiek byłby przegrany już na starcie. Może, a pewnie dlatego, że  sama spakowałabym walizki własnemu mężowi  i wystawiła za drzwi, gdyby mnie w jakiś sposób opuścił podczas mojej walki. Straciłby wiele w moich oczach, jako człowiek.  Tak, wiem, że w chorobie człowiek staje się nieznośną osobą, często  dla otoczenia uciążliwą, bo targają  skrajne emocje, huśtawka nastrojów sięga zenitu…Strach o własne życie, o dzieci, o bliskich może przysłonić wszystko, również miłość do partnera. Ale to mija…A przecież życie wspólne nie tylko jest na to dobre, na to złe również…

 
Z mojego bliskiego otoczenia – małżeństwo z długim stażem uchodzące za bardzo kochające się. Wiadomość o skorupiaku była jak grom z jasnego nieba. Pół roku po diagnozie choroba Ją pokonała. On był przy niej do końca, ale już w czasie tego pół roku znalazł sobie pocieszycielkę na n-k. Dawną dziewczynę z klasy…Nie, nie przetrwał ten związek, a  w rodzinie pozostał niesmak.
Każdy z nas w trudnej sytuacji, a przecież taką  jest choroba bliskiej osoby, reaguje inaczej. Przeżywa po swojemu, również zmaga się ze swoim strachem. Na pewno przydaje się ktoś, kto nas pocieszy, zrozumie lub będzie odskocznią od choroby, która dominuje nasze życie. Nie zaufałabym jednak uczuciu, które być może powstaje na bazie potrzeby współczucia, pocieszenia lub…ucieczki od trudnej sytuacji…
 
Nie wiem, jaka jest prawdziwa sytuacja w przypadku   opisanym w poście, czy kobieta ma szanse na wyleczenie, czy może mąż niedługo zostanie wdowcem…Jakie były między nimi relacje przed jej chorobą…
W życiu nic nie jest proste…
Nie wiem…
Ale wiem, że nie potrafiłabym pokochać człowieka, któremu nie potrafiłabym zaufać…że  w razie choroby będzie ze mną…