Och kocham cię lato!

   Upalnie i skrycie, och kocham cię lato, kocham nad życie- parafrazując piosenkę E. Geppert –  zastanawiam się, czemu mi  ono tak daje w kość. Lato czy życie?

Ruszam się jak pszczoła w miodzie ( prawda, że ładniej brzmi niż mucha w smole?), przez co wszystko robię sto razy wolniej, a roboty wcale nie ubywa, wręcz mam wrażenie, że wciąż przybywa. Nawet  nie mam czasu wieczorkiem pojechać nad któreś jezioro  w okolicy…Tak dla ochłody. W domu Misiek chory, walczy z temperaturą, która nie chce spadać, mimo zmiany antybiotyku, identycznie jak ta za oknem… Kurka wodna, no!…no wodna to ma chociaż dobrze, bo moje kury pewnie myślą, że się na rożen załapały, tak pali… 
A rożen a właściwie grill czeka…na chętnego, by te stosy zapeklowanego mięsiwa na nim usmażyć. Wytypowani do tej czynności zostali mężczyźni. A jak będzie, to się dopiero zobaczy…
Wesele już za 4 tygodnie i coraz bardziej rozumiem własną mamę, która wolała nam fundnąć wycieczkę do około świata niż wesele wyprawiać;) Szczerze? Ja wtedy też wolałam wycieczkę, ale tatuśko się nie zgodził…Jak to?! Jedynaczka i wesela nie będzie?!
Myślenie mnie się całkiem wyłączyło…
Jeszcze gdyby tak żołądek niczego nie potrzebował…Ja tam mogę te maliny, truskawki, borówki i czereśnie… garściami, namiętnie i na okrągło. Ale dwóch facetów, a właściwie w tej chwili jeden, bo Misiek apetytu z wiadomych przyczyn nie ma, jeść coś konkretnego potrzebuje…
I kto stoi przy kuchence? No ja …w takich momentach sobie myślę, że partnerstwa w naszym związku nie ma…;)
Ale o tym napiszę, jak mi myślenie powróci…;)
Wszystkim życzę odrobinę ochłody….!!!!
A dla siebie dziś trochę współczucia…Kto wymyślił grill?
Zamorduję drania!
Och…upalnie i skrycie….och kocham cię, no! i lato, i życie 😉