Gdy pije żona, matka, babcia …

 Wychowała troje własnych dzieci oraz wiele cudzych, jako nauczycielka i jednocześnie wychowawczyni. Po intensywnej pracy, gdzie szacunek i autorytet to oręże w kontaktach z niesfornym dzieciakami, spokojnie przeszła na emeryturę przy boku męża – profesora medycyny. On sporo starszy, wciąż jeszcze pracował, kiedy Ona z gwarnego i żywiołowego środowiska, jakim jest szkoła, została w pieleszach domowych. Sama, bo jej chłopcy również już z domu wyfrunęli, zakładając własne rodziny. Zawsze była gospodarna, porządnicka, wspaniale gotowała i świetnie godziła pracę zawodową z obowiązkami domowymi. I nagle zostały jej tylko te domowe obowiązki i wolny niezapełniony czas, bo ile można tylko sprzątać i gotować? Nigdy nie stroniła od kieliszka, ale był to alkohol pity na imprezach albo w towarzystwie męża, jedna lampka koniaku wypita przed snem. Z jego inicjatywy, przecież musiał odreagować stres po dyżurze w klinice. Pewnie nawet nie pamięta, kiedy zaczęła kupować tylko sobie piwo i wypijać je w ciągu dnia. Trwało to latami. Mąż też nie zauważył, bo obiad podany, koszule wyprasowane, mieszkanie wysprzątane, a to, że gdy wracał z pracy Ona spała, nie wydało mu się podejrzane. Często już jedna lampka koniaku wieczorem  nie wystarczała, ale mu to nie przeszkadzało, w końcu miał towarzyszkę do wspólnej biesiady. Gdy sam przeszedł na emeryturę i od czasu do czasu miał tylko konsultacje, mógł sobie pozwolić, by wypić więcej. Nie przewidział, że męska głowa i organizm może znieść więcej i trudniej się uzależnia(?) A może było mu z tym wygodnie? Trudno powiedzieć, jedno jest pewne, problem wciąż zamiatany jest pod dywan. Ale na tyle jest duży, że wyłazi spod niego niekontrolowany. Mówi się, że kobiety piją inaczej. Często w ukryciu, w samotności, mocno się kontrolując, by otoczenie się nie zorientowało. Wszystko to prawda, ale do czasu. Dopóki się nie uzależnią i nie przekroczą granicy, kiedy  wypicie alkoholu nie jest odkładane na dogodny moment, tylko musi nastąpić zaraz, inaczej organizm eksploduje.. A wtedy była elegancka Pani Profesor, w odzieży krzywo pozapinanej i nie pierwszej świeżości, chwiejnym krokiem wraca ze sklepu z butelką wódki i nie może trafić kluczem do drzwi w wieżowcu. A gdy ktoś próbuje jej pomóc, to macha rękami i krzyczy głośno…Inni zaś widzą jak po wyjściu z windy, zostawia po sobie pustą piersióweczkę. Na osiedlu wszyscy wiedzą…że pije … w końcu większość zna się już ponad 30 lat. Mąż się skarży sąsiadom, że nie ma z kim chodzić na spacer, bo Ona wciąż zmęczona zasypia. Synowie się odsunęli, bo z matką coraz trudniej się porozumieć i ze względu na wnuki wolą sporadyczne kontakty.

Nie wiem, co popchnęło ją w tym kierunku. Świat po kieliszku często wydaje się bardziej życzliwy i bardziej radosny. Znam takie kobiety, które po wypiciu jednego piwa dostają energii i wtedy wszelkie czynności domowe wykonują sprawnie i szybko. Znam też takie ,które właśnie dla towarzystwa, gdy  mąż robi sobie drinka, one również siadają i piją. Wciąż jeszcze jednak nie przekroczyły tej cienkiej granicy. Tylko czy można ją zauważyć w porę? Czy nie lepiej jednak dmuchać na zimne i odstawić alkohol bez okazji? W nałóg można wpaść, nawet nie upijając się, a w przypadku kobiet często zupełnie niepostrzeżenie. Bo alkoholizm dotyczy wszystkich, niezależnie od sytuacji materialnej , pozycji zawodowej, wieku czy płci. Najtrudniej przyznać się przed samym sobą ,że jest się uzależnionym.

No właśnie, a gdy pije zona, matka i babcia w jednej osobie, to trudno zaakceptować ten fakt najbliższym. Uciekają od problemu udając, że ich on nie dotyczy. Wolą problem zamknąć za drzwiami rodzinnego domu, bo zwyczajnie nie potrafią pomóc. Tylko jeśli  problem jest duży, zawsze wyjdzie na zewnątrz…A wtedy wstyd.

Wstyd, bo choć alkoholizm jest chorobą , to z tych wstydliwych i nie chorują tylko ci, co piją, ale również ich najbliżsi. Oni właśnie cierpią z powodu fałszywego wstydu. To on często krępuje im myśli, słowa i czyny. Paraliżuje i nie pozwala spróbować ten problem rozwiązać. Ale jedno jest pewne, osoba uzależniona musi chcieć uzyskać pomoc, bez jej własnej decyzji wyjście z nałogu nie jest możliwe.

Łatwiej jest nazwać rzecz po imieniu, gdy alkoholikiem jest ktoś z marginesu lub gdy osoba pijąca się awanturuje , zaniedbuje pracę, wynosi wszystko z domu itp.

Trudniej, gdy na alkohol ma swoje pieniądze, gdy nie musi pracować, a domowe obowiązki w końcu kiedyś odrobi…gdy już się wyśpi…

I tak wszyscy udają , że nic złego się nie dzieje…

A z alkoholizmu można się wyleczyć, tylko trzeba być szczerym, przede wszystkim wobec siebie.

**************************************************************************************

Siedząc z Przyjaciółką w ciepły wieczór na tarasie i pijąc piwo ,stwierdziłyśmy ,że każdy ma swoje pojęcie na temat uzależnienia od alkoholu. Często postrzegane przez pryzmat AA. Moje jest takie,że nawet codzienne picie, ale niewielkiej dawki alkoholu, która nie powoduje, że w jakikolwiek sposób dezorganizuje nam życie rodzinne i zawodowe- uzależnieniem nie jest. Może być tylko drogą do niego…

Reklamy