Jeden język w gębie to za mało ;)

   „Polacy nie gęsi i swój język mają”… Mikołaj Rej wypowiedział te słowa po to, aby polscy poeci w końcu zaczęli w nim pisać. Słowa te przez wieki w różnych sytuacjach były powtarzane. Ale w dzisiejszych czasach już nie wystarczy znać tylko własny język, szczególnie tak niepopularny i mało przydatny poza granicami kraju. Dziś już w przedszkolach dzieci mogą się uczyć obcego języka. A w szkole jest on obowiązkowy. Ba, nawet dwa,  jeśli chodzi o licea. W tym przynajmniej jeden w postaci rozszerzonej. No i oczywiście  przedmiot ten jest obowiązkowy na maturze. Dobre liceum ma przynajmniej kilka grup językowych w jednej grupie wiekowej  w zależność od poziomu ucznia. Testy na początku pierwszej klasy kwalifikują delikwenta. U Miska z angielskim nie było problemu. Miał szóstkę na koniec gimnazjum i wcześniej w szkole podstawowej dwa lata uczył się prywatnie. Mając angielski w rozszerzonym zakresie jest w dość zaawansowanej grupie. Gorzej z niemieckim, którego nigdy się nie uczył. Więc od razu zapisał się do grupy podstawowej. Problem jest taki, że tylko on jeden nie miał w gimnazjum niemieckiego. A pani wcześniej uczyła grupy zaawansowane i ma wobec swych podopiecznych spore ambicje. Tyle usłyszałam od Miśka, kiedy okazało się,  że grozi mu jedynka. Wiadomo, stara śpiewka ucznia, że winien nauczyciel. Z drugiej strony Misiek ma 20 ocen, i z dodawania i dzielenia jedynka nie wychodzi, ba, nawet nie dwója. Tróję miał na półrocze,  ale na ten semestr ołówkiem wpisana jest jedynka. No, ale kto mówi, że nauczyciel musi średnią wyciągnąć? Misiek nie jest tępy, ale jeśli chodzi o niemiecki, to stawia opór. Nie lubi i cierpi katusze, że w ogóle musi się go uczyć. Dlatego Jego tłumaczenie zaistniałego faktu przyjęłam jako trochę mętne wymówki. Uruchomiłam moją przyjaciółkę, byłą nauczycielkę,  która zna doskonale Miśka i wie,  że niemiecki stoi mu jak ość w gardle 😉 Uspokoiła mnie ,że Misiek przecież głupi nie jest i da sobie radę, ale zna panią i jej ambicje, więc lekko nie będzie. Została zaaranżowana pomoc, czyli nowa pani i korepetycje. Zweryfikowałam to, co mówił Misiek,  z panią, która przez dwie godziny sprawdzała jego wiedzę. Więc owszem, ma ją, by spokojnie drugą klasę na poziomie podstawowym oceną pozytywną zaliczyć. Biorąc pod uwagę, że nikt z grupy nawet matury z tego języka zdawać nie będzie, dziwne jest, że nauczycielka uczy ich tak, jakby uczyła  na  tłumaczy. To stwierdzenie pani od korepetycji, gdy zobaczyła co przerabiają , na jakim etapie i co ma zadawane. Trudno, Misiek trafił na bardzo wymagającą nauczycielkę,  a znajomość języka na pewno się przyda. W końcu nie wszyscy władają angielskim, a dogadać się czasem i z Niemcem trzeba 😉 Jednak nie może być tak, by przedmiot sprawiał tyle trudności i pochłaniał dużo  czasu, gdy za rok matura, więc już postanowione, od września ma korepetycje. Tuśka będąc w tej samej szkole trafiła lepiej (?), bo tak samo angielski rozszerzony i to w najwyższej grupie, a niemiecki podstawowy w najniższej z panią bardziej wyrozumiałą- też się nigdy tego języka nie uczyła. I choć miała dobre stopnie, bo 4 i 5 to pewnie mniej umie od Miśka.

Starałam się wyrównać szanse dzieciaków. Dlatego Tuska uczyła się prywatnie angielskiego i francuskiego. No cóż, w szkole nie trafiła na profil z francuskim. Misiek uczył się dodatkowo angielskiego, a od pierwszej gimnazjum miał zdecydować się na drugi język. Wypadek, rehabilitacja zniweczyły te plany…Jak się mieszka na wsi wszędzie trzeba dojechać…czasem jest to trudne do pogodzenia.

Żeby było jasne -nie mam pretensji do nauczycielki za to, że jest wymagająca i leci poza programem. Bo to na pewno tylko na dobre wyjdzie uczniom. Z drugiej strony, po to są grupy z języka, aby ci co po raz pierwszy mają z nim styczność, właśnie się w szkole go nauczyli. Bez stresu, że muszą gonić za innymi co wcześniej  3 lata uczyli się go w gimnazjum.

Zła jestem tylko na Miśka, że o tym wszystkim musiałam się dowiedzieć od wychowawcy.

I tak sobie myślę ,że wciąż są różnice między szkołą na wsi  a szkołą w mieście. I to na barkach nie tylko uczniów spoczywa ich wyrównywanie. A rodziców często nie stać by posłać swe dzieci na dodatkowe zajęcia lub jak w naszym przypadku to było -los zadecydował za nas.

Reklamy