Ubrać faceta…

 Ślubna suknia Tuśki dotarła do domu. Moja sukienka na tę uroczystość już od miesiąca wisi w szafie. Wszelkie dodatki potrzebne do obu kreacji również zostały już zakupione. O sukni ślubnej,  jej wyborze i przymiarkach już tu pisałam,  więc nie będę się powtarzać. Swoją sukienkę kupiłam przy okazji bycia z córcią w galerii. Pierwszą, jaką przymierzyłam, ale wiedząc, że mąż jest gdzieś w okolicy, zadzwoniłam,  oby ją przed kupnem zaakceptował… Nigdy tego nie robię, ale po raz pierwszy kupowałam coś tak z dużym wyprzedzeniem czasowym, więc parcia na zakup nie miałam 😉 W czasie gdy na niego czekałyśmy,  przymierzyłam jeszcze dwie sukienki, choć w duchu wiedziałam ,że to bez sensu, ale przy okazji znalazłam buty do tej pierwszej oraz szal. Akceptacja męża była tylko „kropką nad i „, co zresztą się stało. Miałam z głowy…

Taaa, to tyle, jeśli chodzi o nas kobiety…

Teraz muszę się skupić, by ubrać męża i syna…

Z tym pierwszym, to nie taka łatwa sprawa. Ja jak sobie kupuje ubrania, to robię to szybko i zdecydowanie. Wchodzę do sklepu, coś mnie się podoba,  mierzę i idę do kasy lub zmieniam sklep 😉 Nigdy nie spędzam zbyt wiele czasu między wieszakami. Mój mąż nigdy nie jest na nic od razu zdecydowany. Dlatego w repertuarze jest zawsze kilka sklepów, niekończące się przymiarki i powroty do tych już raz zmierzonych. Na dodatek ma swoje preferencje, ulubione kolory, choć według mnie jest typowym męskim daltonistą, a świadczą o tym niedobrane skarpetki na co dzień;) Nie lubi w koszulkach czy swetrach dekoltów w serek …i jak teraz się zastanawiam, jest to jedyny pewny nielubiany element stroju, ale mimo tego niewiele rzeczy mu się podoba. I gdy tak grymasi,  to ja niecierpliwie przebieram w sklepie nogami i marzę, by znaleźć się już w domu 😉

W którąś niedzielę, bo to jedyny dzień, gdy mąż ewentualnie ma czas,  wybraliśmy się po garnitur dla niego. Wcześniej oczywiście już były jakieś ustalenia, a nawet rekonesans po sklepach. Jednak wyprawa skończyła się kłótnią. Już w samochodzie zastanawiałam się, po co mnie wyciągnął z domu (ja nie lubię robić żadnych zakupów w niedzielę ) gdy najpierw zrobił mi wycieczkę samochodową po okolicy. Po okolicy to ja mogę spacerkiem lub na rowerze, auta na co dzień mam po dziurki w nosie. Gdy w końcu dotarliśmy do miasta, to wymyślił, że musi jeszcze coś najpierw załatwić. Więc już nie wytrzymałam i powiedziałam, co o tym sądzę. Naburmuszony skręcił i zaparkował na parkingu w centrum handlowym. Pierwszy sklep z garniturami i…porażka…mojego męża nie można było odciągnąć od półek z jeansami. Gdy w końcu udało mi się go zainteresować tym, po co przyszliśmy, to powiedział ,że nie podobają mu się pikowane garnitury. I tak wyprawa zakończyła się fiaskiem, a co najśmieszniejsze,  że nawet żadnego nie przymierzył. Zrezygnowana powiedziałam Tuśce, że jak chce, by jej tatuś elegancko wyglądał na ślubie, to niech sama z nim biega po sklepach 😉 Moja cierpliwość została już wyczerpana, a przecież został jeszcze do ubrania Misiek.

Opinia o mężczyznach jest taka, że większość z nich nie lubi zakupów. A gdy muszą uzupełnić swoją garderobę, to robią to sprawnie i szybko. Niektórzy, tak jak mąż mojej przyjaciółki, przez lata są ubierani przez swoje żony. Przyjaciółka nawet buty kupowała sama i przynosiła mu do domu. Na szczęście mój mąż buty kupuje sobie sam i nawet gustowne. To jedyny element garderoby, do którego nigdy nie miałam zastrzeżeń;)

Ale buty nie rozwiązują sprawy,  w samych przecież nie wystąpi 😉

A doświadczenie mi mówi,  że ubrać własnego męża to nie taka prosta sprawa, a pozostawienie tej kwestii jemu, jest zbyt ryzykowne;)

Reklamy