(Nie)ufność…

Każdy z nas nosi w sobie odrobinę nieufności. Ona jest w życiu potrzebna, ale niebezpieczna staje się wtedy,  gdy pozwolimy się jej rozwinąć i zdominować nasz stosunek do ludzi,  zdarzeń,  życia. Bo nieufność jest toksyczna, oczywiście ta nadmierna. A wtedy dominuje wiara w zło, które jest zawsze silniejsze od dobra. Na każdym kroku budzi się podejrzliwość wobec wszystkiego, co nas otacza, a w szczególności do ludzi. Rodzi się pogarda do słabości drugiego człowieka, a co za tym idzie również i agresja. W cięższych przypadkach budzą się teorie spiskowe. Ktoś, kto jest nieufny, zawsze jest podejrzliwy i nie przyjmuje do wiadomości dobrych intencji, czy też zwykłości wydarzeń. Za słowami, czynami według niego zawsze czai się zło. Nie wierzy w bezinteresowność i przypadek, doszukując się zawsze drugiego dna.

W takich przypadkach dla mnie to jest już jednostka chorobowa,  która zatruwa umysł.

Tak wiele się mówi o naiwności. O zaufaniu nią podszytym.  Ale czy człowiek ufny nie jest bardziej szczęśliwy? Nie ma lepszych relacji z innymi ludźmi?

Nawet jeśli od czasu do czasu z tego powodu jakieś baty dostanie, to jego umysł wolny jest od toksycznych myśli. Nie kłębią w nim się myśli uwikłane chorą wyobraźnią…

I dla niego to dobro zawsze wygrywa ze złem…

Od dzieciństwa przez matkę miała wpajane, by nie ufać ludziom,  że oni tylko czyhają na jej potknięcie i na to, by ją wykorzystać. Nie miała w szkole koleżanek,  tym bardziej kolegów. Żadnych sympatii…Skupiła się najpierw na nauce, później na pracy. Stosunki z ludźmi miała poprawne, ale zawsze z dozą podejrzliwości. Szczególnie każdy cieplejszy gest w swoją stronę był szczegółowo przez nią i przez matkę analizowany. Matka zawsze miała swoje teorie, co za tym się kryje. Wiele się nasłuchała od niej historii spiskowych swoim życiu. Nagle matka zmarła, a ona pomału uczy się, by ufać ludziom. Już się przekonała, że potrafią być bezinteresowni.  Choćby sąsiadka,  która z wyczuciem sama przyszła z pomocą przy organizowaniu pogrzebu, a teraz wpada często z upieczonym ciastem, by zająć jej myśli po stracie….Ta sama, co jej źle z oczu, według matki, patrzyło…Albo koleżanki z pracy,  które bez słowa wykonywały przez jakiś czas za nią pracę i nic w zamian nie chciały,  tylko jeszcze pocieszały, żeby się nie martwiła o projekt.

Powoli do niej dociera, jak wiele mogła stracić przez tę swoją nieufność…I ile straciła jej matka….

Podobno Polacy to naród nieufny…Nie mamy zaufania do własnego państwa,  bo nie ufamy instytucjom,  ale przede wszystkim jesteśmy nieufni wobec siebie nawzajem.

Reklamy