Wiejsko i egzotycznie ;)

Dziwny ten weekend,  jakiś taki ponury. I nie o samą pogodę mi chodzi, bo dziś od rana słońce świeci, a wczoraj na niebie królowało całe pół godziny. Dziecka młodszego nie było w domu, wolał z kolegą nad morzem posiedzieć. Młodzi są, to ani deszcz, ani wiatr, ani niska temperatura nie są dla nich żadną przeszkodą. A wolne  podarowane przez szkołę w ramach matur trzeba było intensywnie wykorzystać 😉 Tata,  który co weekend bywa na wsi tym razem nie przyjechał. Poślizgnął się i wpadł do wykopu, a skutki to połamane żebra. Jak widać pracoholizm nie wychodzi na zdrowie i nie opłaca się być w pracy „po godzinach” 😉 A dziś” po godzinach „jest własny mąż…ech. I dlatego mnie przypadło doglądanie domowego inwentarza, którym na co dzień zajmuje się nasz pracownik, a w weekendy tata. Przy tej okazji zrobiłam kilka fotek by udowodnić, że jednak na prawdziwej wsi mieszkam. Jak na byłą dziewczynę z dużego miasta, która nigdy nawet działki nie miała,  to moja drobiowa menażeria  jest  całkiem niezła 😉 Ale za to smak rosołu na moim stole pochodzi zawsze z własnego chowu. Najlepsze na rosół są francuskie kaczki :)))) Palce lizać!!!

 

A teraz trochę egzotyki. Mąż „lato” przyniósł do domu 😉 Liczył na to, że nastrój mój ulegnie zmianie- dziś dorzucił jeszcze winogron…Takie czasy nastały, że owocowy letni raj możemy nawet mieć zimą. Dlatego lato zawsze będzie mnie się kojarzyć z zerwaną truskawką z krzaczka lub czereśnią z drzewa 😉

 

P.S. Jestem za matematyką na maturach!!! Starsze dziecię choć rozszerzoną w liceum miało, to jej nie zdawało. Na studiach przez dwa semestry miało i z egzaminu zwolnione było. A teraz to się mści…Kolejny raz lista gości weselnych źle policzona była ;)…