Kot ci może przynieść…

Najpierw był kot.

Czarny jak smoła, więc z daleka już widziałam, jak leniwie wkroczył na jezdnię. Zwolniłam, on przysiadł,  więc zahamowałam, a w myślach zaklinałam, by zawrócił. Nic z tego, podniósł się i dostojnym krokiem przeszedł na drugą stronę ulicy.

Eeee tam pomyślałam, i na głos wypowiedziałam wierszyk,, który zawsze mówię w takiej sytuacji:

Gdyci kot przebiegnie drogę

Nie mów, że to pech

Kot Ci szczęście przynieść może

Jeśli tylko chcesz…

Chcę!

Za chwilę dostałam telefon. Pani uprzejmie mnie poinformowała, że badanie, które miałam nazajutrz, nie może się odbyć, bo zepsuł się sprzęt. Awaria poważna i nowe terminy dopiero za 2 tygodnie będą ustalane. A przecież miałam mieć je w trybie pilnym! Szczęście, że byłam w tym momencie już w Dużym Mieście i asekuracyjnie zaklepałam sobie termin prywatnego badania, niestety dopiero za 2 tygodnie.

Czekanie i trenowanie cierpliwości oraz oswajanie strachu jest wpisane w moje życie.

Powinnam być już przyzwyczajona.

Później był telefon od męża.

Poinformował mnie, że nasz wysłużony dziewięciolatek jest cały zawirusowany i dlatego nie mogłam ściągnąć certyfikatu,  który  był mi potrzebny do wysyłania dokumentów, więc oddał kompa do informatyków. No świetnie – pomyślałam…dziś, jutro bez dostępu do netu. Na szczęście po powrocie okazało się też, że zamówił dla mnie drugi, bardziej osobisty, coby w razie czego uniknąć w przyszłości takiej sytuacji.

W piątek ze starym i nowym sprzętem przyjechał informatyk. Od razu mu powiedziałam, że nie puszczę go, dopóki nie uda mi się wysłać jakże już spóźnionych dokumentów do ZUS-u. Wiedziałam, że została zainstalowana nowa wersja Płatnika, a ja od lat nie dowierzam tym, co ją tworzą.

Jak się okazało, to miałam nosa. Dokumenty stworzone jeszcze na starym Płatniku nie zawierały błędów, teraz po weryfikacji miały je. Jak się okazało, nowa wersja nie uwzględniała dwóch osób z tym samym peselem, choć tak naprawdę była to jedna osoba po zmianie nazwiska. No po prostu ktoś nie uwzględnił, że zatrudnione kobiety mogą w czasie pracy wyjść za mąż i zmienić nazwisko. A w bazie zostają stare dane.

  • Matko! kto te programy pisze- westchnęłam ciężko.

  • Rzadko zdarza się, że kobiety – odpowiedział wesoło informatyk i zalecił usunąć wszystkie dokumenty z podwójnym peselem…

  • Ależ to katorżnicza praca – zaprotestowałam.

  • Ok, wpiszemy fikcyjny pesel przy panieńskich nazwiskach…

    Ufff… po tym zabiegu weryfikacja się udała.

    Czas na wysyłkę…a tu fiasko i komunikat,  że certyfikat i klucz jest niepoprawny. Tym razem to informatyk się wkurzył i już mu tak wesoło nie było, bo kiedy instalował go w programie, wszystkie weryfikacje przeszedł. Żadne czary-mary, które wyczyniał, nie pomogły, telefon do przyjaciela po wsparcie nic nie zmienił, więc na kompie stacjonarnym, odwrócony do mnie plecami szukał w necie jakichś wskazówek na stronie ZUS-u.

    A ja uparcie ponawiałam próbę wysyłki.

    I chyba moja determinacja była na tyle mocna, że się …

  • Udało!-krzyknęłam.

Nie dowierzając, informatyk sprawdził i szeroko ze zdziwieniem otworzył oczy, bo certyfikat wciąż miał status niepoprawny.

  • Jak to pani zrobiła???

  • Nie wiem, ale najważniejsze, że mam potwierdzenie wysyłki :))))

  • No tak z ZUS-em wszystko jest możliwe i na pewne rzeczy nie ma odpowiedzi…

    A to akurat oczywista prawda 😉

Więc jak to jest z tym biednym kotem…Przynosi pecha czy nie…?

E tam przecież wiesz, że to tylko złośliwość rzeczy martwych, a nie pech…

Tak jedna z Was mi napisała w SMS-ie.

I może ma racje, bo i szczęścia w tym wszystkim też sporo było 😉

Reklamy