Bez odpowiedzi…

  Często chodził nad pobliski staw, by łowić w nim ryby. W tamten  niedzielny poranek też tak uczynił, ale zanim doszedł, już zauważył, że tak dobrze znany mu krajobraz nie jest taki sam jak zawsze. Niepokój  w serce się  wdarł, w oczach ukazał się strach, przyspieszył kroku, by za moment już biec, gdyż  własne myśli mu  tak nakazywały. Nie zdążył przed śmiercią. Później się okazało ,że nie miał szans. Nie miał szans go uratować. Młody, bo około trzydziestoletni mężczyzna postanowił odebrać  sobie życie. Będąc w sklepie usłyszałam, jak ktoś powiedział coś o odwadze. Czy samobójstwo to czyn odważny? Czy raczej jest ucieczką od rzeczywistości, strachem przed odpowiedzialnością, zagubieniem i beznadziejnością, która się wkradła i rozpanoszyła…? Ta śmierć, jak wiele innych pozostawi po sobie pytanie: czy musiało tak się stać i dlaczego?

To nie jest pierwsza taka śmierć w moim otoczeniu. Parę lat temu, inny  mężczyzna w podobnym wieku i z podobną sytuacją rodzinną odebrał sobie życie. A jeszcze dawniej, bliższa mi osoba, która byłą czyjąś  córką, żoną i matką  z własnej woli odeszła bez pożegnania…

Pozostawiając bez odpowiedzi na pytania, które nurtują otoczenie, ale przede wszystkim dręczą  najbliższych. A samo zdarzenie budzi w nich ból i poczucie winy.

Nie miałam zamiaru o tym pisać.

Choć często  powtarzam, że śmierć można oswoić, jest w końcu częścią naszego życia, to jednak nie najlepiej sobie z tym radzę.

Jednak sobotnia tragedia kolejny raz zmusza mnie, bym pochyliła nad nią głowę…

Łzy ,ściśnięte gardło i ta zwykła ludzka bezradność…

Bunt.

Solidarność.

Poszłam  na spacer…nie, nie poszłam ani do lasu, ani żadną inną drogą. Nogi, całe ciało odmówiło mi posłuszeństwa i zapadłam się w fotel. Spacer odbył się po zakamarkach duszy.

Jak to jest, że jedni sami odbierają sobie życie, innym los tragicznie przerywa  życiodajną nić, a jeszcze inni w cierpieniu czekają na ten moment, ale gdy on następuje,nie jest ważne jak, tylko dlaczego to się stało.

 Nikt nie jest na to przygotowany ani pogodzony…Zawsze po niej zostaje cierpienie i żal.

Rozpacz.

Gdy jest nagła i tragiczna jeszcze trudniej  doszukać się sensu…

Najtragiczniejszy jej wymiar to ten indywidualny…

Osobisty.

Czasem wołam w niebo…

Wciąż nie słyszę odpowiedzi…