Ludzkie oblicze, czyli człowiek w mundurze…;)

   Samochód jest dobrym miejscem do rozmyślań. Dopóki nie zgaszę silnika i nie wysiądę, mogę poddać się swobodnie myślom, które kłębią się  w mojej głowie. A i czas jest ich sprzymierzeńcem, bo trasy, jakie pokonuję, nie są ani za krótkie, ani za długie…Tym razem też mocno główkowałam  nie patrząc  na boki, w końcu trasę znam na pamięć. I nagle z lewej strony, ktoś z poświęceniem własnego życia wybiega na szosę i macha lizakiem. W pierwszej chwili myśl. czy to do mnie, ale już noga wdepnęła hamulec. Człowiek intensywniej zamachał i pokazał miejsce, w które mam zjechać. Następnie podszedł i grzecznie się przedstawił, prosząc bym wysiadła, po to, aby naocznie zobaczyć, na co nie patrzyłam, jadąc. Nawet nie zaczęłam się domyślać jakie cyferki zobaczę, bo myśli moje pobiegły już w innym kierunku.  A mianowicie czy jak mnie już poproszą, bym się okazała, to czy będę miała czym. Bo tradycja w zatrzymywaniu mnie przez Policję  nakazywała, bym jakichś dokumentów przy sobie nie miała. Obym miała dokumenty samochodu- w duchu zaklinałam. Człowiek poinformował mnie, o ile przekroczyłam prędkość oraz w jakim czasie. Wyliczył szybciutko koszt mej nieuwagi – czyli trzech domów na krzyż, co tworzą teren zabudowany i…Nastąpił moment , w którym musiałam sięgnąć do torebki…Ulga – dokumenty samochodu są, teraz tylko wyłuskać z tego gąszczu prawo jazdy. Przez chwilę człowiek przyglądał się moim poczynaniom. W końcu widząc, że wyciągam tonę luźnych karteczek mniejszych lub większych, płyty CD, zdjęcia, leki i różne prostokąciki, które swym wyglądem dawały nadzieję, że jest to to, czego szukam, ale tym nie były, i wszystko z jednej tylko kieszonki w torebce, zaproponował, bym wróciła do własnego auta i tam spokojnie poddała analizie zawartość torebki. Ale ja już wiedziałam – prawka w niej NIE MA. Tradycja została zachowana. Poprosił o dowód…hmm ten zgubiony i jest w trakcie wyrabiania. Na szczęście opatrzność nade mną czuwała i miałam ze sobą relikt z przeszłości, czyli stary dowód w formie książeczki. Człowiek z uśmiechem ( widocznie wciąż podobna jestem do  dziewczyny sprzed lat) poinformował mnie, że sprawdzi w bazie danych czy posiadam odpowiedni dokument do prowadzenia pojazdu, i jeśli właśnie tak będzie, to obecny  brak jego  nie wpłynie na kwotę mandatu. Mnie jednak nie kwota zaprzątała myśli, tylko wizja, że mogłam znowu je zgubić. Telefonicznie zmusiłam męża do poszukiwań w domu. Znalazł , oczywiście były w innej torebce i zadeklarował, że jakby co, to mi je dowiezie. W końcu jest do tego przyzwyczajony, gdy mnie zatrzymują panowie mundurowi 😉 Nawet te kilkadziesiąt kilometrów do pokonania go nie odstraszyło 😉 Jednak ja tym razem trafiłam na człowieka, który najpierw mnie przeprosił ,że to sprawdzanie tak długo trwało, później zganił system ,że nie mają rejestru ubezpieczeń aut, następnie poinformował mnie ,że mam już nowy dowód do odebrania w swoim urzędzie oraz poprosił, bym częściej podczas jazdy patrzyła na wskazówki szybkościomierza. Normalnie przyjmując z jego rąk mandat  poczułam się jakbym nagrodę otrzymywała 😉  Bo to był CZŁOWIEK  w uniformie policjanta.  Jak widać, nie trzeba być młodą, długonogą blondynką, by zostać życzliwie potraktowaną, nawet jeśli się wykroczenie zrobi 😉 No i nie każdemu władza uderza do głowy 😉

I nie wiem, czy mam żałować ,że nawet u niego nie zapunktowałam 😉

Reklamy