Piekło po zdradzie…

Jak sobie poukładać wspólne życie po zdradzie?  Czy w ogóle jest to możliwe?  Czy można zdradę wybaczyć?

Ilu związkom udaje się odbudować wzajemne zaufanie na tyle, by znowu móc wspólnie funkcjonować? Brak zaufania powoduje zazdrość, podejrzliwość  i kontrolowanie partnera. Do tego dochodzi utrata  poczucia własnej wartości i ciągłe porównywanie się z tą drugą. Nurtujące pytanie, dlaczego to nas spotkało, nie daje zapomnieć… Myślę, że ono zawsze się pojawia  niezależnie od tego, kto w związku zdradził.

Ale jak trudniej jest odbudować wcześniejsze  relacje lub budować je na nowo, gdy owoc zdrady jest tak namacalny, tak obecny na co dzień…?

 

Byli młodym małżeństwem z dwiema córkami: dwuletnią i kilkumiesięczną.  Na pierwszy rzut oka normalna rodzina, choć dało się zauważyć, że ojciec młodszą córkę hołubi. Niby nic nienaturalnego, bo często tak się zdarza, gdy w rodzinie pojawia się niemowlak.   Jednak wraz z dorastaniem dziewczynek  pogłębiały się różnice w traktowaniu jednej i drugiej.  Starsza, byłą zawsze tą gorszą  i często tak się czuła, nie rozumiejąc  zachowania ojca wobec niej. Przyzwolenie matki na takie traktowanie  też nie było zrozumiałe. Jak i jej tolerancja mężowskich skoków w bok. Głośnych w całej okolicy, tak jakby w ogóle się z tym nie krył. Nie zawsze były to  przelotne związki, niektóre trwały dość długo. Od czasu do czasu dobiegały z ich domu głośne awantury, których   ślady były nieraz widoczne na jej twarzy.  Czasem jej rodzina interweniowała, ale  wszyscy mieli wrażenie, że akceptują taki stan rzeczy. Jakby  on miał  prawo do takiego zachowania. Później   dochodziło między nimi do spektakularnej zgody, okraszonej prezentami i okazywaniem całemu społeczeństwu, jak to się wciąż kochają.

Nie odeszła od niego nawet wtedy, gdy uciekł  z miejsca wypadku, który spowodował po pijanemu  i za karę musiał odsiedzieć jakiś czas w więzieniu.  Z więzienia jednak nie wrócił już do niej. Wybudował dom i zamieszkał z inną, a w sądzie  toczyła się sprawa rozwodowa. Powodem tej sytuacji  oczywiście były zdrady, ale przede wszystkim  ta jedna  sprzed prawie dwudziestu lat.  Owocem tej zdrady była starsza córka,  wiedział już o tym w dniu jej narodzin.  Jednak myślał, że potrafi wybaczyć, bo wtedy  chciał tworzyć z żoną rodzinę. Ale nie potrafił zapomnieć o tym, co się stało. Zazdrość i strach przed ponowną zdradą z jej strony wywoływały te wszystkie awantury. Nie potrafił też pokochać  swojej  starszej córki.  Córki, bo choć nie ma jego genów, to podejmując taka, a nie inną decyzję wciąż nią jest. To  on ją wychowywał w poczuciu, że jest jej tatą , choć  nie najlepszym na świecie.  Jednak nie sprostał zadaniu, jakiemu  się podjął. Swoim traktowaniem karał córkę  za zdradę matki. Własnymi zdradami karał żonę za to, co  kiedyś zrobiła.  O mały włos nie pozbawił kogoś życia, gdy topił swe smutki i frustrację w alkoholu. Zafundował sobie i rodzinie tak naprawdę swoiste piekiełko.   Tylko dlatego, że wydawało mu się, że potrafi wybaczyć i zapomnieć o zdradzie.  Jej winą jest to, że w poczuciu własnej winy  na to pozwoliła.

Wspólne życie po zdradzie nie jest usłane różami, a raczej tym, co po nich zostaje, czyli kolcami. Nie wystarczy powiedzieć  wybaczam i usłyszeć, że więcej się to nie powtórzy.   Najpierw w sobie  należy  poszukać odpowiedzi na pytanie: czy sobie z tym faktem poradzę. Uczciwie na nie  odpowiedzieć, bo inaczej można zgotować sobie piekło na ziemi.

A w takim przypadku o niebo jest lepsze rozstanie.

Ale to moje zdanie…