Na froncie…

Poległam.

Normalnie w świecie zostałam zaatakowana i mimo tego, że broniłam się zaciekle, to zostałam pokonana.

Następstwem tego i jeszcze innych okoliczności zostałam wyrzucona.

Zdążyłam chwycić kilka najpotrzebniejszych rzeczy i wyniosłam się z nosem spuszczonym na kwintę.

Biorąc pod uwagę moje nie najlepsze położenie zostałam jeszcze dodatkowo wykorzystana.

I teraz siedzę przytłoczona całą tą sytuacją nie wiedząc, w co ręce najpierw wsadzić, a mimo to uśmieszek błąka mnie się na ustach.

To, co mnie zaatakowało, powoli już jest w odwrocie. Z odsieczą przyszedł mi antybiotyk. Zwykłe przeziębienie okazało się zapaleniem oskrzeli. Jeszcze mnie męczy, ale już w pozycji pionowej 😉

Eksmisja z domu jeszcze trwa, ale od dziś tylko już na noc. A powód, dla którego musiałam opuścić dom, cieszy oko, choć jeszcze nie nos. Bo lakier nie jest moim ulubionym zapachem. Wykorzystanie  polegało na tym ,że w czasie kiedy  byłam kilkaset metrów od centrum wydarzeń, molestowano mnie  telefonami po to, bym wyraziła zgodę na poszerzenie zakresu robót. W końcu ją uzyskano. I teraz nie wiem gdzie co jest, a to jeszcze nie koniec.

Więc korzystając z okazji, że jestem po raz pierwszy od pięciu dni we własnym domu, odgruzowałam dojście do komputera 😉 Tam, gdzie przebywam mam dostęp do świata, jednak  troszeczkę ograniczony. Telewizja owszem  jest,  choć nie wszystkie moje ulubione kanały. Przede wszystkim brak TVN 24 dotkliwie odczuwam. Za to poznałam Polsat Cafe (Polsatu w domu w ogóle nie odbieram) i z nudów oglądałam wszelkie rozrywkowe programy. Ale nie czuję się  rozerwana 😉 Na szczęście wzięłam książki ze sobą. Oraz czasopisma. Na weekend miałam towarzystwo, które zajmowało się głównie dokarmianiem mojej osoby. Wspólnie oglądaliśmy też bieg naszej złotej medalistki. Nie powiem , ale to był najcięższy mój wysiłek od kilku dni. Namachałam się tym rękami i ponownie gardło zdarłam. To taki trening przed tym, co mnie czeka w domu. Na razie tylko wzrokowo ogarnęłam pole frontu i… już się zmęczyłam..

 

Reklamy