„Przyjaciel P ” – naszym wrogiem…

  Tak naprawdę to wszelkie nałogi są mnie obce. Mam tu na myśli te zgubne, takie, które prowadzą do utraty zdrowia czy kontroli nad swoim zachowaniem. Alkohol pije okazjonalnie, a ostatnio nawet przy tak zwanej okazji go unikam. Papierosy…No cóż, tu nastąpi spowiedź. Kiedyś paliłam i nie była to tylko przygoda  z  papierosem. Właśnie sobie to uświadomiłam, mimo że moje otoczenie, szczególnie to palące,  twierdzi inaczej. Ale czy 14 lat palenia, czy jak kto woli popalania, to jest tylko przygodą czy już nałogiem?  Potrafiłam nie palić w czasie obu ciąż, mieć przerwy nawet kilkutygodniowe, ale zawsze wracałam do papierosów. Był dzień, że spaliłam tylko jednego, ale  na drugi już  potrafiłam spalić prawie całą  paczkę. Zależało to od towarzystwa i charakteru spędzanego  czasu.  Ja lubiłam palić, trzymać w dłoni papierosa i robić te pfu, pfu.. Do tego tęskniłam, a nie do tytoniu. Od 11. lat nie palę w ogóle.  Choroba i pobyt w szpitalu, a przede wszystkim to drugie, definitywnie spowodowały, że moja silna wola w końcu pokazała swe oblicze. Wcześniej jej nie miałam, tłumaczyłam sobie, że  w każdym momencie przecież mogę rzucić, więc nie rzucałam.  Obrazek palącego chorego na wózku inwalidzkim  o 5 rano w toalecie,  gdzie ja poszłam, by się spokojnie umyć- z racji remontu  łazienka była koedukacyjna- wywarł na mnie niesamowite wrażenie. Nie…ja nie dopuszczę do tego, aby mną rządził papieros!  Słowa dotrzymałam. Nie palę! Nie miałam żadnych trudności z tym, by rzucić papierosy, żadnych objawów fizycznych.  Żadnego głodu nikotynowego, więc może jednak nałogowcem nie byłam? To nie znaczy, że przebywając w środowisku palaczy, nie czułam nigdy pokusy. Pokusa była.

W rodzinie najbliższej mamy jednego palacza – to moja mama. Palaczka  od ponad 40. lat. Raz próbowała rzucić, też z powodu choroby, ale przytyła i do palenia wróciła. Rzecz działa się dawno, gdy miała  30 lat.   Później były tylko króciutkie, najwyżej 3-dniowe przerwy od papierosa,  właśnie tylko w czasie jakiegoś silnego przeziębienia lub krótkiego pobytu w szpitalu. Na wszelkie aluzje, by z nałogiem skończyła, reagowała nerwowo, a ostatnio nawet  podpierała się słowami jakiegoś lekarza, że w Jej przypadku nagłe rzucenie palenia, negatywnie może odbić się na organizmie. No i gadaj z taką. Aż zachorowała na zapalenie płuc, wykryte w szpitalu przy okazji uczulenia na leki. Lekarka od razu powiedziała, że w płucach są zmiany przewlekłe spowodowane nikotyną. Przez kilka  dni mama naprawdę źle się czuła, miała też duszności…oczywiście nie paliła…Gdy wyszła ze szpitala  miała za sobą 3 tygodnie bez papierosa i postanowienie, że nie wróci do palenia. Wcale nie było to łatwe by je poczyniła, i żadne namowy i przemówienia do rozsądku na nic by się nie zdały, gdyby   skutków  palenia tak drastycznie nie  odczuła na swoim zdrowiu.  Postanowienie to jedno, drugie to w nim wytrzymać. Szczególnie jak się ma typowe obawy kobiece, czyli ,że przy rzucaniu od razu nabierze się  wagi. Wszyscy Jej mocno kibicujemy, bo wczoraj już minął 4 tydzień bez papierosa.  Tata, bierny palacz, który nigdy nie palił, ale  tez nie zrzędził mamie z tego powodu,  powiedział krótko: „Chcesz to kup sobie nawet całą sztangę, ale od razu z trumną.”

Moja Przyjaciółka  wraz ze swoim mężem podjęli próbę  rzucenia- oboje  palacze nałogowi, co to minimum jedną paczkę dziennie w płuca wciągają. On już którąś z kolei, Ona po raz pierwszy.  Niestety, wciąż popalają i ciężko im rzucić definitywnie. Mama Przyjaciółki, od 5 lat nie pali, a tez paliła ponad 40 lat i ilości wielkie. Rzuciła w momencie, gdy zachorowała ciężko na grypę. Miała wrażenie ,że się udusi i więcej po papierosa nie sięgnęła.  I tak sobie pomyślałam, że paradoksalnie choroba może być sprzymierzeńcem w rzucaniu fajek. Bo te kilka dni, kiedy zdrowie nie pozwala zapalić, gdy papieros  nie smakuje lub w ogóle do niego nie ciągnie , można wykorzystać, by podjąć decyzje o rzuceniu. I wytrwać!

Trzymajcie kciuki , bo ja strasznie mamie kibicuję! Nie do końca jeszcze wierzę ,że jej się uda. Choć najważniejsze, że Ona sama tego chce i ta świadomość to furtka do sukcesu.  Dorosły człowiek dobrze wie ,że papieros to powolny zabójca, niszczyciel naszego organizmu , ale żadne nakazy i utrudnienia, wzrost cen nie spowodują  świadomego rzucenia palenia. Ile razy to byłam świadkiem, gdy w sklepie matka odmawiała czegoś dziecku z braku pieniędzy  i za chwile kupowała 5 paczek papierosów. Dlatego myślę, że tak ważne jest, by samemu dojrzeć i być głęboko przekonanym, że to, co przez lata sprawiało nam przyjemność, koiło nasze nerwy, było  świadkiem i towarzyszem wielu zdarzeń, że nasz” Przyjaciel Papieros”  jest naszym WROGIEM!

*****************************************************

  Dwa na plusie to prawie jak upał 😉 ostentacyjnie zrzuciłam rajstopy pod spodniami 😉 teraz czekam, aż pozbędę się skarpetek 😉

 

Reklamy

Jak do tego doszło?…

  Właściwie to jej za dobrze nie znam. Kilka spotkań w towarzystwie, gdzie miło się nam rozmawiało, kilka imprez  w szerszym gronie. To nasi mężowie się zaprzyjaźnili i tę męską przyjaźń wciąż uprawiają, ale raczej  poza domem. Mogłabym ją postrzegać jako fajną babkę, gdyby nie pewne jej zachowanie. Nie wobec mnie, czy innych znajomych, ale wobec własnego męża. Za każdym razem byłam świadkiem, jak go w towarzystwie lekceważy, ignoruje, wyśmiewa, ośmiesza, krytykuje. Potrafiła też na oczach innych zrobić awanturę, a nawet uderzyć, jeśli uznała, że za dobrze się bawi lub za dużo wypił.  Zastanawiałam się już od  dawna, jak on to wytrzymuje, bo wiedziałam od męża, że w domowych pieleszach  jest jeszcze gorzej. Codziennie ciosanie kołków na głowie i notoryczna krytyka… Tego, co powiedział, zrobił czy zaplanował. Nic jej się nie podobało i dawała temu wyraz. Nie wiem, może miała swoje powody. Nie mnie to oceniać.  Jednak jak długo może wytrzymać człowiek, który jest tak traktowany?  Czasem bardzo długo, ale jedno jest pewne, dopóki coś w nim nie pęknie, to nic z tym nie zrobi. Lub jeśli się coś nie wydarzy. A wydarzenie było banalne: spotkanie klasowe po latach, a na nim Ona – szkolna miłość. Na dodatek wolna, choć po przejściach. Odżyły wspomnienia, a Ona chętnie mu pokazała, jak kobieta powinna traktować swojego faceta. A, że owo traktowanie diametralnie się różniło od tego domowego, wpadł po uszy i spakował walizki, rzucając oniemiałej żonie jedno słowo: rozwód.  Żona pojąć nie mogła, jak do tego doszło i najpierw groźbami, później prośbami próbowała niewiernego, zbuntowanego małżonka na łono rodziny przywrócić. Nic z tego.  Klamka zapadła. Uwierzyć nie mogła w to, co się stało, a winy swojej w ogóle nie widzi jako przyczyny. Gdy byli razem, nie potrafiła z nim rozmawiać, tym bardziej teraz, więc swą walkę toczy  w sądzie. Najpierw rozwodu dać nie chciała, teraz chce wywalczyć dla siebie jak najwięcej. Zostawił jej wspólne mieszkanie i wciąż płacił wszystkie z nim związane rachunki i zgodził się od razu, jak tylko się wyprowadził,  na alimenty. Dla niej, bo synowie już są dorośli i obaj pracują. Ona zresztą też, ale twierdzi, że status jej się pogorszył. Żąda dużo więcej …

Mam szacunek do facetów, którzy( nie wnikając w  przyczyny rozstania ) chcą i potrafią zadbać o swe byłe żony czy długoletnie życiowe partnerki. Nie migają się od tego i nie potrzebują nakazu sądowego. Ale czasem się zastanawiam, czy owe partnerki zbytnio tego nie wykorzystują. Nie wiem, co sąd postanowi, ale mam takie wrażenie, że się przejedzie na swej pazerności.

 

  Ale nie dlatego o tym piszę…I nie po to, by oceniać ich małżeństwo. Tylko zwrócić uwagę na coś, na co czasem będąc w związku nie zwracamy uwagi. Kłótnie zdarzają się każdej parze. Zdarza się wypominanie czy  słowo ciężkie jak kamień. Ale ciągłe krytykowanie, czepianie się w kółko tego samego lub okazywanie lekceważenia, a nawet zwykłe narzekanie, to krok do psychicznego znęcania się. Jeśli już nim nie jest. A przynajmniej podeptania poczucia wartości w końcu bliskiej nam osoby. Stłamszenia jej osobowości. Niby w imię miłości a czasem nawet naszej  troski. Ale  jak może się czuć osoba, której  mąż czy żona ciągle  jest z niej niezadowolon(ay)? Gdy częściej słyszy  słowa przykre niż przyjemne dla ucha i ma wrażenie, że  jest  zepsutą maszynką do zarabiania pieniędzy lub zepsutym robotem do prac domowych? I nawet jeśli raz na jakiś czas dotrą do niej nasze czulsze gesty czy słowa, to z czasem w nie przestanie wierzyć.

Przyzwolenie na takie zachowanie  pewnie  daje nam złudne poczucie stałej przynależności do siebie. Jesteśmy razem,  więc więcej mogę …i spirala się sama nakręca.

A przecież nic nie jest dane nam na zawsze i miłość łatwo zadeptać, zarzucić ilością lub ciężarem słów, spod których już się nie wygrzebie.

Może to zrobić On lub Ona… ale chyba to my kobiety mamy większe skłonności do gderania, ciosania kołków, wiercenia dziury, wiecznego narzekania i porównywania do innych i prób podporządkowania sobie i nie odpuszczenia, dopóki nie postawimy na swoim, a panowie większą cierpliwość i umiejętność puszczania mimo uszu…

Ale cierpliwość kiedyś się kończy, a i zwykłe gderanie może przeobrazić się w coś gorszego.

I zawsze może znaleźć się ta druga, która zwyczajnie doceni, w której oczach nasz „domowy nieudacznik” będzie supermanem.

I pozostanie tylko zdziwienie, jak do tego doszło…