Tak jak kiedyś…czyli wspomnień czar :)

 

 Radość  na myśl o roztańczonej nocy, gdzieś się ze  mnie  ulotniła, a właściwie to w ogóle  się nie pojawiła. Kiedyś to byłoby nie do pomyślenia, bo każdą okazję do potańczenia bym natychmiast wykorzystała i z góry się na nią cieszyła.  Nawet na  bal, choć  za taką formą  tanecznej zabawy przepadam najmniej. Jednak mimo moich oporów, Przyjaciel wymusił na mnie zgodę, a Przyjaciółka oznajmiła, że tylko ze względu na moje towarzystwo  się wybiera- nie mogłam się nie zgodzić. Szczególnie że tym razem bal wiązał się ze spotkaniem bliskich i dalszych znajomych, tych jeszcze z lat szkolnych, studenckich, z czasów klubowych.   Szkoda byłoby odpuścić sobie taką okazję. Mimo tego podświadomie liczyłam na to, że  w jego uczestnictwie coś mi przeszkodzi. Normalnie przed taką imprezą biegałabym po sklepach za jakąś kreacją, umówiłabym  wizytę u fryzjera i  tanecznie przebierała nogami, odliczając dni i godziny.  Tym razem wyciągnęłam sukienkę z szafy,  krytycznym okiem spojrzałam na swoje ulubione szpilki, a  w dniu balu umyłam głowę i  własnymi rękami  stworzyłam  „fryzurę „, tusz do rzęs  zastąpił cały makijaż. 

I pomyślałam:

Tak źle to jeszcze nie było 😉

I to była moja ostatnia negatywna myśl na ten temat.

Później było już tylko cudownie!

Mąż  już w samochodzie powiedział mi ,że ja i tak wyglądam najładniej , bo tak naturalnie 😉 I nie rozumie moich rozterek z tym  faktem związanych. Na co mu odpowiedziałam, że  przechodzi taki czas, kiedy kobieta lepiej się czuje, gdy na ekstra wyjście przygotuje ją profesjonalista 😉

Ale przekonałam się ,że mąż nie kłamał, wysłuchując później wielu komplementów od obu płci. A sama zabawa, no cóż, dużo by tu opowiadać.  Jak za dobrych ( dawnych)  czasów starą gwardią zamykaliśmy imprezę opuszczając  salę rankiem  o 5. 20 😉  I kolejny raz przekonałam się , że to nie miejsce ani  czas, tylko ludzie tworzą odpowiednią atmosferę.  To było  spotkanie  trzech pokoleń,  po to, aby  wspólnie się wesoło zabawić.  Orkiestra  fantastycznie  łączyła stare i nowe kawałki, a czasem tym starym nadawała nową aranżację. Gdy na  scenie  milkła muzyka , w ruch szły gitary, akordeon i skrzypce . Instrumenty,  które zawsze nam towarzyszą przy takich  spotkaniach.  Bo  wspólny śpiew łączy i zbliża.

 Odżyły  wspomnienia.

Cudowne wspomnienia, szalonych lat z  dzieciństwa, młodości, ale i dorosłości też.

Przyjaciel, żegnając się z nami i dając  do zrozumienia, że trzeba to powtórzyć, zapytał:

          Będziesz za rok?

Choć ja planów nie robię, odpowiedziałam :

          Jasne, że będę…

 

  Sukienka poplamiona czerwonym winem (dzięki gestykulacji Przyjaciółki), a ulubione szpilki  odjechały taksówką w siną dal.  Ja z uśmiechem na ustach i z obrazami rozśpiewanej, roztańczonej nocy pod powiekami położyłam się spać.

Jutro znowu pędzę do Dużego Miasta. W planach oprócz wizyt medycznych te bardziej przyjemne, z osobami mi bliskimi. Koleżankami. Przyjaciółkami.

Wiecie, co jest moim największym sukcesem? Oprócz oczywiście rodziny. To właśnie te wszystkie osoby, mimo dzielących nas kilometrów, upływającego czasu i różnej intensywności spotkań….one wciąż są. Przy mnie,  a ja  przy nich 🙂

*********************************************************

Smacznego (nie)zakrapianego śledzika 😉

Jak kto woli , ale czas pożegnać karnawał….

 

 

 

 

 

Reklamy