(Nie)konieczna pomoc…?

   Przychodzi taki moment w życiu człowieka ( o ile go oczywiście dożyje), że myśli  o emeryturze. A jak już myśli, to planuje jak  miło i przyjemnie owy  czas spędzać będzie. Szczególnie gdy  środki na owo spędzanie ma wypracowane. W wyobraźni już widzi boskie lenistwo lub realizowanie  swoich pasji  i  te wszystkie podróże małe i duże, na które wcześniej nie było pieniędzy, ani czasu. Wiadomo ,że czas pochłonęła praca, dorabianie się i wychowywanie dzieci.

Właśnie dzieci…

   Odpowiedzialność za dzieci, mimo że już dawno one mają swoje dzieci a ich  dzieci też przekroczyły próg dorosłości, mamy w sobie dość mocno zakorzenione. My – czyli rodzice, my- czyli matki. I  z tej troski pewnie  się bierze to wtrącanie, doradzanie , strofowanie na każdym kroku, a przynajmniej baczne obserwowanie  jak sobie radzą w życiu. Dorosłym życiu.   Gdy dobrze – pękamy z dumy, gdy kiepsko- pomagamy, jak możemy. Nie oczekując wdzięczności i zadośćuczynienia, ale jakiegokolwiek wspólnego zaangażowania, by wyjść na prostą.

 

   Mogłaby już nie pracować. Blisko  średnich krajowych zarobków emerytura plus  dobra emerytura męża , pozwala na spokojne i dostatnie życie emeryta w Dużym Mieście, do którego niedawno się sprowadziła. I na realizowanie swoich marzeń.  Mimo to, co tydzień pokonuje setkę kilometrów do zakładu , w którym przepracowała kilkadziesiąt lat, by jeszcze te 3/5 etatu pociągnąć. Nie dla pieniędzy, a właściwie dla nich, ale nie dla siebie, a po to,  by pomóc dorosłej już córce. Nie –  córka o pomoc nie prosiła. Ale która matka jej nie udzieli, gdy widzi, jak jej własne dziecko tonie w długach ??  Nawet jeśli te długi ma ze swojej winy.   Jest  jeszcze  wnuczka, osoba  pełnoletnia, zdrowa , tylko że leniwa. Ani do nauki, ani do pracy się nie garnie.  Wprawdzie Wnuczka chodzi  wieczorowo do szkoły, bo  za to jej płacą  -rentą po ojcu , ale okrojoną przez komornika, tak  jak mamusi pensja.

 Najpierw  uregulowała za obie  długi , które mogłyby spowodować ,że zostaną  wyrzucone na bruk.  Woziła im kanapki, robiła zakupy. Gotowała obiady w ilości takiej, by mogły sobie zamrozić i mieć  coś ciepłego do zjedzenia w te dni, kiedy jej nie ma. Potem rozpoczęła remont ich  mieszkania, które  było w opłakanym stanie. U córki od czasu do czasu jeszcze widziała jakieś zaangażowanie, by zaradzić tej sytuacji, w jakiej od lat się pogrążały- wnuczka miała i ma wszystko w nosie. A szczególnie babcię, obrażając się na nią ,że cokolwiek śmie od niej wymagać…

A  Ona oprócz tej beznadziejnej sytuacji, w jakiej znalazły się najbliższe dla niej osoby, bardziej przeżywa ten marazm, jaki je ogarnął, tę byle jakoś życia, która im wcale nie doskwiera. To ją uwiera, to Ona się martwi. Trwa to już któryś rok.

Przez ten czas mogłaby odcinać kupony od swojej pracy…

Niedawno  postanowiła ,że będzie pracować tylko do końca roku. Bo obiecała  dyrektorowi, a nie lubi robić z gęby cholewy. Trzymał Ją też w tej robocie fakt ,że gdy zrezygnuje , córka najprawdopodobniej  prędzej czy później z tej firmy wyleci. Nie za brak kompetencji, a raczej za niefrasobliwy stosunek do pracy.

Jednak Ona  ma już  dość jeżdżenia , stresującej pracy, ale  chyba bardziej patrzenia na obojętności córki i wnuczki na tę całą sytuację.  Mówi: nigdzie nie byłam, nic nie zobaczyłam, nic nie zwiedziłam…nie mam czasu dla siebie, bo zmęczona pracą  zawodową , ale też pracą na dwa domy.  A życie wciąż kusi, przecież tyle sobie obiecywała…

Dzieci są w końcu dorosłe…

Przecież może nie zdążyć , bo świat może na nią nie poczekać…

 

   Nie wiem ,czy jej się uda odciąć tę pępowinę , którą tak naprawdę podtrzymuje Ona sama. Bo stać ją na pomoc. Bo chce pomagać.

Ale tak przy okazji sobie pomyślałam: ile to emerytur, rent dużo skromniejszych ratuje budżet rodzinny dorosłych już dzieci?  Ile  marzeń, planów odłożonych na później lub nigdy nie zrealizowanych, bo trzeba pomóc. Ile słów usłyszanych, że Wy (rodzice) już tego, tamtego nie potrzebujecie, a nam (dzieciom) jest to teraz bardzo niezbędne. I odłożone, często  okupione wieloma wyrzeczeniami pieniądze zmieniają właściciela. A czas poświęcony? Przecież często babcie czy dziadkowie zastępują żłobek, czy przedszkole, również świetlicę szkolną i stołówkę. A gdy czasem próbują odmówić  by zająć się swoim życiem, w najlepszym razie mają wyrzuty sumienia, bo częściej słyszą wyrzuty  od   dorosłych dzieci.  Gdzieś jeszcze w społeczeństwie pokutuje stereotyp ,że rodzice na emeryturze  powinni poświęcić swoją energię, czas i pieniądze dla własnych dzieci i wnucząt.

 

 

 

  Wszystkim życzę miłości bezwarunkowej, takiej pomimo  a nie ponieważ.

Oraz szampańskiego lub chociaż miłego zakończenia karnawału 🙂

 

 

 

 

 

 

Reklamy