Jak do tego doszło?…

  Właściwie to jej za dobrze nie znam. Kilka spotkań w towarzystwie, gdzie miło się nam rozmawiało, kilka imprez  w szerszym gronie. To nasi mężowie się zaprzyjaźnili i tę męską przyjaźń wciąż uprawiają, ale raczej  poza domem. Mogłabym ją postrzegać jako fajną babkę, gdyby nie pewne jej zachowanie. Nie wobec mnie, czy innych znajomych, ale wobec własnego męża. Za każdym razem byłam świadkiem, jak go w towarzystwie lekceważy, ignoruje, wyśmiewa, ośmiesza, krytykuje. Potrafiła też na oczach innych zrobić awanturę, a nawet uderzyć, jeśli uznała, że za dobrze się bawi lub za dużo wypił.  Zastanawiałam się już od  dawna, jak on to wytrzymuje, bo wiedziałam od męża, że w domowych pieleszach  jest jeszcze gorzej. Codziennie ciosanie kołków na głowie i notoryczna krytyka… Tego, co powiedział, zrobił czy zaplanował. Nic jej się nie podobało i dawała temu wyraz. Nie wiem, może miała swoje powody. Nie mnie to oceniać.  Jednak jak długo może wytrzymać człowiek, który jest tak traktowany?  Czasem bardzo długo, ale jedno jest pewne, dopóki coś w nim nie pęknie, to nic z tym nie zrobi. Lub jeśli się coś nie wydarzy. A wydarzenie było banalne: spotkanie klasowe po latach, a na nim Ona – szkolna miłość. Na dodatek wolna, choć po przejściach. Odżyły wspomnienia, a Ona chętnie mu pokazała, jak kobieta powinna traktować swojego faceta. A, że owo traktowanie diametralnie się różniło od tego domowego, wpadł po uszy i spakował walizki, rzucając oniemiałej żonie jedno słowo: rozwód.  Żona pojąć nie mogła, jak do tego doszło i najpierw groźbami, później prośbami próbowała niewiernego, zbuntowanego małżonka na łono rodziny przywrócić. Nic z tego.  Klamka zapadła. Uwierzyć nie mogła w to, co się stało, a winy swojej w ogóle nie widzi jako przyczyny. Gdy byli razem, nie potrafiła z nim rozmawiać, tym bardziej teraz, więc swą walkę toczy  w sądzie. Najpierw rozwodu dać nie chciała, teraz chce wywalczyć dla siebie jak najwięcej. Zostawił jej wspólne mieszkanie i wciąż płacił wszystkie z nim związane rachunki i zgodził się od razu, jak tylko się wyprowadził,  na alimenty. Dla niej, bo synowie już są dorośli i obaj pracują. Ona zresztą też, ale twierdzi, że status jej się pogorszył. Żąda dużo więcej …

Mam szacunek do facetów, którzy( nie wnikając w  przyczyny rozstania ) chcą i potrafią zadbać o swe byłe żony czy długoletnie życiowe partnerki. Nie migają się od tego i nie potrzebują nakazu sądowego. Ale czasem się zastanawiam, czy owe partnerki zbytnio tego nie wykorzystują. Nie wiem, co sąd postanowi, ale mam takie wrażenie, że się przejedzie na swej pazerności.

 

  Ale nie dlatego o tym piszę…I nie po to, by oceniać ich małżeństwo. Tylko zwrócić uwagę na coś, na co czasem będąc w związku nie zwracamy uwagi. Kłótnie zdarzają się każdej parze. Zdarza się wypominanie czy  słowo ciężkie jak kamień. Ale ciągłe krytykowanie, czepianie się w kółko tego samego lub okazywanie lekceważenia, a nawet zwykłe narzekanie, to krok do psychicznego znęcania się. Jeśli już nim nie jest. A przynajmniej podeptania poczucia wartości w końcu bliskiej nam osoby. Stłamszenia jej osobowości. Niby w imię miłości a czasem nawet naszej  troski. Ale  jak może się czuć osoba, której  mąż czy żona ciągle  jest z niej niezadowolon(ay)? Gdy częściej słyszy  słowa przykre niż przyjemne dla ucha i ma wrażenie, że  jest  zepsutą maszynką do zarabiania pieniędzy lub zepsutym robotem do prac domowych? I nawet jeśli raz na jakiś czas dotrą do niej nasze czulsze gesty czy słowa, to z czasem w nie przestanie wierzyć.

Przyzwolenie na takie zachowanie  pewnie  daje nam złudne poczucie stałej przynależności do siebie. Jesteśmy razem,  więc więcej mogę …i spirala się sama nakręca.

A przecież nic nie jest dane nam na zawsze i miłość łatwo zadeptać, zarzucić ilością lub ciężarem słów, spod których już się nie wygrzebie.

Może to zrobić On lub Ona… ale chyba to my kobiety mamy większe skłonności do gderania, ciosania kołków, wiercenia dziury, wiecznego narzekania i porównywania do innych i prób podporządkowania sobie i nie odpuszczenia, dopóki nie postawimy na swoim, a panowie większą cierpliwość i umiejętność puszczania mimo uszu…

Ale cierpliwość kiedyś się kończy, a i zwykłe gderanie może przeobrazić się w coś gorszego.

I zawsze może znaleźć się ta druga, która zwyczajnie doceni, w której oczach nasz „domowy nieudacznik” będzie supermanem.

I pozostanie tylko zdziwienie, jak do tego doszło…

Reklamy