Ech życie…i tak cię lubię …

Tatuśko jeśli już miał kontakt ze służbą zdrowia, to był on specyficzny. Mając kilku przyjaciół w tym fachu,  cokolwiek mu czy jego bliskim dolegało, najpierw udawał się w domowe pielesze któregoś z nich. Nigdy  (odpukać) nie leżał w szpitalu, i tak naprawdę do dziś nie wie, jak służba zdrowia funkcjonuje. Jakie procedury obowiązują, gdy człowiek nagle potrzebuje pomocy. Gdy w niedzielę zastał mamę w nie najlepszej kondycji, z gorączką i wysypką na całym ciele, osłabioną totalnie, bo od piątku nic nie jadła, natychmiast wezwał taksówkę i kazał wieźć się  na pogotowie. Na nic komentarz taksówkarza, że pogotowia od 10 lat już nie ma. Jak to nie ma? Nie uwierzył. Na miejscu okazało się ,że trzeba było słuchać się taksówkarza, bo dyżurna pani oznajmiła,- co pewnie 99% ludzi wie- że pogotowie jest tylko na wezwania i przewóz chorych, i nie ma na miejscu lekarza, który udzieliłby pomocy. Tak jak dawniej to bywało. Więc tata obrał kierunek najbliższego szpitala. I tu się zaczęły schody, bo nie bardzo chciano ich przyjąć. Tato uparty jest i wierzy w siłę pieniądza, mimo że wciąż mu mówiono, że potrzebne jest skierowanie od rodzinnego lekarza. Nie kasa, tylko glejt. Uparł się, i w końcu  lekarz zbadał mamę. Dał zastrzyki i powiedział…że jutro będzie lepiej. Oczywiście za kasę, ale o przyjęciu do szpitala nie było mowy. Jutro, czyli w poniedziałkowy ranek telefon od taty, że nie jest lepiej, więc wsiadłam w auto i pognałam do Dużego Miasta. Najpierw do domu, by zobaczyć mamę…Szkoda słów, w jakim stanie była…ale oczywiście na słowo szpital od razu energicznie się zapierała, że nigdzie nie ma siły iść. Udałam się do Jej lekarki rodzinnej i zażądałam natychmiastowej wizyty domowej lub skierowania do szpitala na dermatologię. Pani doktor wymigawszy się wieloma pacjentami, wolała dać mi skierowanie.  I słusznie. W międzyczasie, i córcia dotarła do miasta, i obie  postawiłyśmy mamę/babcię do pionu bym mogła  zawieźć Ją do kliniki. Tam ogólne zdziwienie trzech lekarek – tyle się mamą zajęło- że nie została przyjęta  poprzedniego dnia   do szpitala. Wczoraj, jak Ją zostawiałam  miała jeszcze gorączkę, zmiany skórne na całym ciele, które mogą  potrwać kilka dni. Zrobiono różne badania- szukają bakterii, raczej wykluczając wirusa. Za to  znaleźli coś w płucach – to informacja na dziś. Dzisiaj musiałam być w domu, jutro znowu jadę do miasta przynajmniej na dwa dni.

Oprócz tego, tak na dokładkę, bo przecież  kłopoty za człowiekiem to nie parami ,ale całym sznurem lubią się ciągnąć, więc by ten sznurek nie był za krótki, to Maksa pogryzł pies. Na tyle mocno, że musiano dać mu narkozę i go pozszywać.

 W domu remont, beze mnie zaczęty-  jak wczoraj późnym wieczorem wróciłam, to na widok tego, co się dzieje, aż łzy poleciały.

Dlaczego faceci nie myślą, że kiedy coś naprawiają, upiększają, to inne powinni zabezpieczyć tak, aby nie zniszczyć?

W niedzielę Misiek zdążył powynosić wszystkie rzeczy z półek, zostały tylko ubrania w szafach, którymi miałam zająć się w poniedziałek rano. Wiadomo, czym się zajmowałam, więc ubrania zostały…Szafy wprawdzie zostały wyniesione z pokoju  na korytarz, ale niczym niezabezpieczone. Zresztą we wszystkich pokojach łącznie z łazienką nawet drzwi nie były zamknięte, a folia zabezpieczająca -sztuk kilka -leży sobie nietknięta. Szlag.

Szlag…bo się tez okazało, że zgubiłam w mieście dokumenty, czyli dowód, prawko itp…na jaw wyszło dziś, gdy chciałam je przełożyć do innej torebki. Gdybym nie zmieniała torebki, pewnie w ogóle bym nie wiedziała, że ich nie mam.

 

Nie wiem co mnie/nas się w tym roku czepiło. Może to odwet za to, że tak kurczowo się życia czepiłam? I teraz mi pokazuję, że wcale nie jest ono takie różowe i może nie warto się go tak mocno trzymać? Na nosie mi  gra i testuje, ile mogę jeszcze wytrzymać?

Wszystko to pikuś, póki ze zdrowiem nie igra.

Przy okazji, że mama leży w tej samej klinice, gdzie ja chodzę na kontrolę, to udałam się do swojej pani Doktor po obiecane skierowanie na PET. Odstałam swoje w kilkugodzinnej kolejce, kolejny raz dochodząc  do wniosku, że kliniczna przychodnia kompletnie nie zna słowa logistyka. Pod drzwiami,  pod którymi ja czekałam,  nikt zdrowy tak naprawdę nie  czeka. Bałagan, jaki tam panuje w przyjmowaniu pacjentów, powoduje, że z niektórych osób wychodzi zwierzę pochodzenia niewiadomego. Smutne to i widok przykry, gdy osoby po chemioterapii ( w tym dniu brana) mające pierwszeństwo muszą sobie je wywalczyć. Ale z drugiej strony, widok osoby, która mówi, że ma złe samopoczucie i nagle przeobraża się w lwicę, która  zagryzie każdego, kto stanie na jej drodze…przerażający. Ja wiem, trzeba walczyć o swoje, ale w sumie to podziwiam za siłę, mnie chemia kładła na łopatki  i na nic w tym czasie sił nie miałam. Zresztą zawsze  mam kłopot, nawet wtedy, kiedy lekarz prosi, by wejść bez kolejki. No cóż, taki mój urok 😉

Ale żeby smętnie nie kończyć to:

 DZIŚ NA SEKUND 5 POJAWIŁO SIĘ SŁONECZKO….

 

 

Tuśka jest już po pierwszej rozmowie z Profesorem. Tak jak przewidziała, zmienił  Jej temat, mówiąc, że wybrała sobie za trudny na pracę inżynierską, że na magisterkę niech sobie go zostawi. Wspomniał już nawet o doktoracie, twierdząc, że Ona już należy do rodziny, a  rodzina trzyma się razem. Cokolwiek to znaczy…

 

 

I na koniec…Ja dziś zamykam kranik z kłopotami, więc jeśli ktoś chce jeszcze coś mi dorzucić, to tylko do północy. Od jutra żadnych nie przyjmuje. KONIEC. KROPKA. BASTA!

 

Reklamy

20 myśli na temat “Ech życie…i tak cię lubię …

  1. Nawet nie śmiałabym Cię niczym niepokoić.Zostawiam uśmiech, uścisk chociaż wirtualny to gorący i dobre myśli. No i to złote, ciepłe zaklinam… niech w końcu zaświeci 🙂

    Polubienie

    1. Dziękuję Małgosiu 🙂 Wszędzie są jakieś limity , więc liczę ,że w końcu i u mnie się wyczerpie… Wrócił mróż, więc może i niebo pojaśnieje. Sciskam serdecznie :*

      Polubienie

  2. Ja się już nie dorzucę, bo swoje napisałam wczoraj i mi starczy ;)Ty nie zwracaj uwagi na to co Ci zycie chce powiedziec, tylko dalej si ego trzymaj. Wiesz to jest jak z tym bykiem, chce Cie zrzucic na poczatku, ale ujarzmic mozna ;))rzeczywiscie kłopty sie ciebe czepily, ale przeciez wiadomo, ze takie okresy nie trwają wiecznie.. tez to wiesz prawda?

    Polubienie

    1. Pewnie ,że wiem…wczoraj koleżanka mi powiedziała ,że mogłaby to wszystko nagrywać o tym jak wciąz cos mnie sie czepia ( nie o wszytskim przecież tu pisze ) i moze by ksiązke wydała i jakies profity z tego miała ;)…ratuje sie poczuciem humoru, no ale czasem cięzko jest…

      Polubienie

    1. Wyjrzało i się schowało…tak jak z tymi informacjami które nas bombardują, najpierw złe później łagodnieją , więc niech juz tak bęzie,a słońce w końcu wyjdzie, znudzi mu sie tam za chmurami wiecznie siedzieć.

      Polubienie

      1. Może u mnie też ??? teraz jestem tak troche u siebie bo w swoim rodzinnym mieście i tu na razie tylko pogodynka słońce zapowiedziała , aprzede mną cały dzień więc może wyjdzie ? 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s