Prezent obgadany czy niespodzianka?

Za dwa dni Mikołajki, za trzy tygodnie święta, czyli nadszedł czas, pogoni za prezentami i łamania głowy, co komu kupić. Ale nie tylko w tym świątecznym czasie mamy takie dylematy, ogólnie nie jest łatwo trafić w gusta obdarowanego, czy to z okazji imienin, urodzin, czy  innej, mniej lub bardziej  świątecznej okazji. Najłatwiej jest z dziećmi, one piszą listy do św. Mikołaja lub  zachęcone reklamami albo wystawami sklepów głośno  artykułują swoje potrzeby.  Gorzej, gdy prezent ma być niespodzianką. Trudny wybór mimo niesamowitej ilości towaru w sklepach i tylko zasobność portfela jest ewentualnym ograniczeniem. Bo prezent można kupić nawet  nie wychodząc z domu. Takie czasy…niby łatwiej i przyjemniej, ale nie do końca. Bo przecież trzeba mieć pomysł, a z tym już tak prosto nie jest, by trafić  w sedno 😉  Kiedyś, gdy półki świeciły pustkami i trzeba było się nabiegać i dobrze nagimnastykować, by coś upolować, to jedno było pewne, że obdarowany z każdego prezentu się ucieszy, nawet z tego praktycznego, czyli przyziemnych skarpet czy rajstop 😉 Teraz, kiedy nasze domy w różne rzeczy obrosły, a szafy pękają w szwach  i wszystko jest, na wyciągniecie ręki i  raczej już nikt powoli się nie dorabia, bo od czego są kredyty, trudniej trafić z prezentem. Tak by obdarowany szczerze był zadowolony i nawet nie o gust czy jego brak tu chodzi. Od lat już w gronie zaprzyjaźnionym  stosujemy metodę zbiórkową i pytamy się, co dany solenizant czy jubilat chce dostać. Gwarancją jest uśmiech i zadowolenie z prezentu, a że nie ma niespodzianki – trudno, za to unikamy też, że niespodziewanie zobaczymy nasz prezent u kogoś innego lub nie zobaczymy wcale, bo będzie głęboko schowany w szafie.  Od pewnego czasu preferuje tę formę też w rodzinie, czyli  robiąc prezenty dzieciom na święta, konsultuję się z nimi, a  na inne okazje  po prostu zabieram je na zakupy. Niespodzianki, jeśli już robię to tylko mężowi.  To oczywiście odnośnie tak zwanych grubszych zakupów, drobne mogą być niespodziankami typu, książka, słodycze czy inny drobiazg. Tak by mimo wszystko było jakieś zaskoczenie. Młodsze dzieci i te najmniejsze łatwiej jest obdarować…Ale kupić mądrze szczególnie dla malucha, który chętniej garnkami lub innymi akcesoriami  gospodarstwa domowego się bawi  niż najbardziej wymyślną zabawką, jest nie lada sztuką. Bo oferta dla najmłodszych kusi nas dorosłych i często dzieci po prostu zarzucane są zabawkami, które i tak, je szybko nudzą. I tak kolejna lalka, miś czy samochodzik ląduje w kącie…To jeszcze pół biedy, ale co z tymi, co na wyrost kupowane są  …np. kolejka elektryczna  dla półrocznego  synka, bo tatusiowi się spodobała? Znam i takie przypadki …tak, kupić prezent to wcale nie jest takie proste.

 

Kiedy pisałam ten post zadzwoniła moja Przyjaciółka, w czasie naszej rozmowy zadzwonił na Jej komórkę syn…i tak się dowiedziałam, że kupują babci ( Jej mamie) pod choinkę sokowirówkę, bo stara się zepsuła i przez to dawno babcinych pyz niej jedli…Jak widać dorosłym też można kupić prezent pod własne podniebienie 😉

Życzę  dużo  udanych i trafnych prezentów 🙂

 

P.S. Jestem ciekawa Waszych odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule, co tak naprawdę preferujecie…

 

Reklamy