Samodzielnie…i jesiennie…

Potencjalnie to niechęć do garów powinien wyssać z mlekiem matki, ale ta jakby coś przewidując wzięła i go mu  poskąpiła 😉  Zostały jeszcze geny i to podwójne, bo przecież  ojciec  też ma coś do powiedzenia. Więc trzeba było się postarać by w tym przypadku jabłko spadło jak najdalej od jabłoni…;)

Okazało się, że wystarczyło  stworzyć odpowiednie warunki. Wyposażyć kuchnię w inteligentny sprzęt, który  zaciekawił młodego użytkownika 😉 Nawet publicznie  w wolnych chwilach , choć   budził niezdrowe zaciekawienie, czytał wszelkie dostarczone mu instrukcje. Aż przyszedł ten wielki dzień i…powstało  samodzielne kulinarne dzieło :)) W ilości tak wielkiej, że   zamiast kanapek, których od dziecka nie trawi, mógł zaszpanować w szkole i delektować się przez cały dzień opinią niezłego kucharza 😉 A nawet koleżankę zaprosić  do swej kuchni, żeby mu pomogła te ilości pochłonąć. Smaży, gotuje, piecze …o nie, ciasta jeszcze nie…tu geny silnie działają 😉 Jednak, kiedy w środę zawiozłam mu żurek, bo zupy to jeszcze dla Niego czarna magia, zapowiedział, że się tak wyspecjalizuje, że z rosołem się zmierzy ;)…Ja Mu tylko wytrwałości życzę i produkty podsuwam…

No co …też mam swój wkład…prawda ? 😉

 

 

Nie narzekam na Jesień…ja jej po prostu nie lubię. Nie za wiatr szalejący, za deszcz w przesadnej ilości tylko za  to ,że dopiero co zmusiła mnie by ubrać skarpetki, a teraz zmusza by ubrać cieplejsze buty. Zawsze się przed nimi bronię, bo wiem ,ze jeśli już je włożę to czasem i pół roku musi minąć by w końcu zmienić je na inne…

 

 

Reklamy