Zakład Umysłowo Szurniętych…czyli kontakty z Zusem ;)

Moje kontakty z tą instytucją z racji pełnienia  funkcji w naszej firmie wcale nie były takie sporadyczne. Za to zróżnicowane i często się zdarzało, że poczynaniami owej, w zdumienie wielkie byłam wprowadzana. Dlatego,  przed każdym kontaktem byłam jakby przygotowana na jakieś niespodzianki. Lecz ostatnio moja czujność została uśpiona, gdyż sprawy, z jakimi się do nich zwracałam, bez żadnych komplikacji, sprawnie i szybko zostały załatwione. Teraz tylko czekałam na profity, czyli pieniądze. Cierpliwie. Jednak gdy upłynęły 2 miesiące, mówię do męża, że coś jest nie tak… I jakby na potwierdzenie moich słów, za dwa dni dostałam od nich pismo, bym pilnie się skontaktowała w sprawie konta. I już się zdenerwowałam…ale wykręciłam podany numer… O nie, za pierwszym razem się nie udało, kręciłam tak przez pół dnia, aż w końcu ktoś odebrał, a jak usłyszał, w jakiej sprawie dzwonię, to podał inny, podobno odpowiedni numer. Podobno, bo po drugiej stronie słuchawki usłyszałam, że to nie ta końcówka numeru. Pod trzecim numerem  okazało się ,że w końcu trafiłam na osobę, co wie coś na ten temat i usłyszałam, że potrzebują aktualny mój numer konta, bo ten, na który zrobili przelew jest nieaktualny, choć bank pieniądze przyjął. Poinformowałam Osobę, że ja nie dostałam żadnego potwierdzenia z banku i spytałam się, skąd mają ten numer, jeśli ja we wniosku napisałam, że chcę pieniądze do domu i nie podałam żadnego konta??? Pani oburzona ,jak to skąd , no z wniosku…Tknęło mnie coś i się spytałam, a z którego roku ten wniosek??? Pani zaczęła sprawdzać i…słyszę cichutki głos z…2000. …Więc ryknęłam głośno… a mamy 2009 i proszę sprawdzić, czy tam jest podane jakieś konto…Nieee… ledwo słyszę…Pani już przepraszając i obiecując ,że pozostałe pieniądze będą już co miesiąc do domu  przychodziły, informuje mnie, że te już wysłane mam sobie odebrać w banku.  Przyjęłam przeprosiny i…udałam się do banku, gdzie nikt nic nie wiedział o moich pieniądzach.  Żadnych operacji nie było. Więc znowu dzwonię do owej pani, która od razu mnie zapewnia ,że sprawą się już zajęła, nie dając mi dojść do głosu, więc brutalnie jej przerywam i krzyczę: NIE MA ŻADNYCH PIENIĘDZY NA KONCIE. A słyszę w odpowiedzi ,że jak bank im zwróci, to mi je prześle. Więc ja już spokojniej, ale równie głośno pytam się: CO MA ZWRÓCIĆ, JAK NIE PRZYJĄŁ ŻADNYCH PIENIĘDZY?? Cisza…Przerywam więc ciszę i już spokojnym głosem mówię…Czy pani rozumie ,że bank nic nie wie o żadnych pieniądzach od  was, i jak wy tego nie wyjaśnicie, to ja ich po prostu nie dostanę. Nie ???-słyszę…Proszę pani…wy twierdzicie, że moje pieniądze zostały wysłane i wpłynęły na konto, bank nic o tym nie wie, moje konto nie zostało zasilone,  więc kto to ma wyjaśniać jak nie wy? Cisza… i po chwili słyszę …dobrze,  zajmiemy się tym. Kurcze blade, łaskawcy no!!!….