Dusigrosz na wakacjach…

Najpierw długo oswaja się z myślą o wakacjach, później ustala termin taki, by jak najmniej zawodowo stracić, a liczbę dni skraca do minimum.  Z miną nieszczęśliwca i teczką pełną papierów wsiada do samochodu, a przez kilka godzin jazdy, jego komórka wciąż dzwoni. Przez całą drogę między rozmowami truje ile to potencjalnych klientów straci ,a przez to i kasy. Na miejscu, choć lokum go zachwyca, to od razu stwierdza ,że można było załatwić gdzieś taniej. Albo za kwotę wyżywienia stołować się samemu, by po jakimś czasie krytykować drożyznę w miejscowych lokalach. Kręci nosem, kiedy trzeba płacić, gdy się chce więcej zobaczyć lub skorzystać z tego, co dany region oferuje. A słowo kasa przez cały dzień  na jego ustach króluje… Liczy, przelicza, sumuje, odejmuje, kręci nosem i przez cały czas jest zły na małżonkę, która pilnuje, a właściwie się wykłóca,  by w ogóle miał przy sobie jakieś pieniądze. I najczęściej zadaje pytanie…Po co ci? Jeśli już musi, to ociąga się z płaceniem, bo a nuż ktoś szybszy od niego będzie i zapłaci. Ze strachem w oczach i niepewną miną słucha nowych propozycji współtowarzyszy. Dla bezpieczeństwa swojego portfela najchętniej przesiedziałby wszystkie wieczory w pokoju… Dwa dni przed wyjazdem zanudza wszystkich, że tak właściwie to już można byłoby wracać. Powodem oczywiście jest…KASA.. Dusigrosz na wakacjach sam się męczy  i zamęcza wszystkich wkoło.  No a wtedy wcale nie jest wesoło. Pytanie, po co w ogóle wyjeżdża?

 

 

 

Reklamy